Nieoczekiwana zamiana miejsc

Wczoraj spędziłam wieczór na sofie przed telewizorem, z kieliszkiem wina i tabliczką czekolady. Po pracy wróciłam do domu, zrzuciłam wyjściowe ciuchy i szpilki i od razu wskoczyłam w mój ulubiony niebieski szlafrok. Obejrzałam Holiday, komedię romantyczną – z Kate Winslet i Cameron Diaz, która w jakiś niezrozumiały dla mnie sposób wciąż wygląda na 20 lat… W każdym razie fabuła mnie wciągnęła: dwie kobiety poznają się przez Internet, na stronie z ogłoszeniami o zamianie mieszkań. I chociaż tak naprawdę nic o sobie nie wiedzą, decydują się na jakiś czas wymienić miejscami zamieszkania (jedna jest z Los Angeles, druga z małego angielskiego miasteczka).

I później jest już oczywiście cała masa rozmaitych epizodów, emocji i wątków miłosnych z potencjalnymi narzeczonymi w roli głównej. Ale nie w tym rzecz! Po wczorajszym seansie, dziś cały czas myślę o pokazanej w tym filmie opcji wymienienia się z kimś domem… Idea fantastyczna, bo kto by nie chciał na kilka dni przenieść się na drugą stronę globu, bez potrzeby szukania hotelu? Ale jak to działa w praktyce?!

Jaką mam gwarancję, że osoba z którą miałabym się zamienić jest godna zaufania i nie zniknie hen w oddali z kluczami do mojego mieszkania? Albo zwyczajnie nie będzie okropnym bałaganiarzem??? W zasadzie żadnej. I jak zareagowałby mój mąż na taką szaloną propozycję? Sprawdzam w sieci, jakie są doświadczenia ludzi, którzy zdecydowali się zamienić na dom z nieznajomym z drugiego końca świata. Na portalu homeexchange.com w 9 na 10 przypadków opinie entuzjastyczne. Nowe przyjaźnie, nowe miejsca, autentyczne, a nie jak na widokówce po retuszu. Dzwoni mąż.

– Cześć kochanie, jak ci minął dzień?

– Artur, ile czasu zajęłoby ci spakowanie tej kolekcji zegarków po dziadku?!

Anna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.