Wybór szkoły językowej – diabeł tkwi w szczegółach. Na co zwrócić uwagę wybierając kurs?

Wchodzę do szkoły językowej. Duże drzwi, wyraźne oznaczenie, że to tu, że trafiłam dokładnie tam, gdzie powinnam. Wita mnie – sądząc po plakietce  – Pani Krysia. Biurko Pani Krysi jest duże, drewniane i panuje na nim pustka  a sama Pani Krysia robi wszystko bym jak najszybciej załatwiła to, po co przyszłam. Przedstawia ofertę. Wiem wszystko, a jak nie wiem to pytam i powiedzmy, że dowiaduję się mniej więcej tego, co chcę. Kurs francuskiego na poziomie B1 (bo tak wyszło na teście, który odklikałam jeszcze w domu), wybieram godziny, płacę rozsądną cenę (według Pani Krysi). Podręcznik muszę kupić w księgarni. Zajęcia w pięknej dużej sali, z tablicą interaktywną (niestety wyłączoną na dzisiejszych zajęciach), lektor sympatyczny siedzi za biurkiem, zadania ciekawe, choć ta jedna kopia z zadaniem nieco źle skserowana, dużo mówienia (wiem wszystko o lektorze prowadzącym), wychodzę z zajęć i … dokładnie. Mam mieszane uczucia. No bo niby wszystko jest dobrze a jednak nie czuję by to było miejsce gdzie nauczę się języka. Znacie to?

 

Szkół językowych jest mnóstwo bo nauka języków wciąż jest na topie. Jest więc w czym wybierać. Warto jednak zdawać sobie sprawę, że nie liczy się tylko ładna otoczka i pierwsze wrażenie,  czym niestety często się kierujemy. Diabeł tkwi bowiem w szczegółach – ot co. Jak patrzeć na szkołę językową by dostrzec  wszystko, co może stanowić o naszym językowym sukcesie? Już pierwsze zajęcia mogą nam powiedzieć czy warto zostać na dłużej – czy lepiej czym prędzej uciekać.

1. Niby wygląd się nie liczy a jednak… Oczywiście, że się liczy – począwszy od wyraźnego oznaczenia na zewnątrz krzyczącego do nas ‘Jestem tu!’, po czytelne oznaczenia w środku. Wchodzę i wiem, że na prawo mam sekretariat, na lewo są sale a na wprost biblioteka. Sale lekcyjne też powinny spełniać jakieś standardy – zwróćmy więc uwagę na wielkość (czy przy pełnej grupie nie będzie nam za ciasno), czy jest tablica, jaki jest układ ławek (najlepsza ‘podkowa’ bo mamy kontakt ze wszystkimi), jaki sprzęt się tam znajduje (odtwarzacz? komputer?). Szczegóły typu, czy w sali jest wieszak na kurtki i stojak na parasole może zadecydować, czy będziemy się uczyć w komforcie czy nie. No i porządek – ale to chyba oczywiste.

2. Obsługa – wiadomo. Choćby nie wiem jak sympatyczna była Pani Krysia i jak szeroko by się uśmiechała – musi wiedzieć o czym mówi i umieć przedstawić ofertę. Nie oceniajmy jej też po wyglądzie biurka – duża ilość papierów czy korespondencji, urywające się telefony mogą świadczyć o tym, że szkoła działa pełna parą! Wchodzimy do biura i nikt nawet nie podnosi głowy znad papierów? Stoimy i nie wiemy co ze sobą zrobić? To znak. Do ucieczki.

3. Zajęcia z native speakerem od podstaw? Brzmi dobrze – ale chyba tylko brzmi bo niestety ale w grupach na najniższych poziomach prędzej czy później pojawi się potrzeba  wyjaśnienia pewnych zagadnień w języku ojczystym. Oczywiście powinniśmy dopytać – kto uczy, jakie są wymogi wobec lektorów stawiane przez szkołę. Metoda bezpośrednia? A co to właściwie znaczy? Dopytujmy! Każda szkoła ma swoją filozofię, swoje wymogi  i zasady. Zanim zdecydujemy się na kurs warto się czegoś o nich dowiedzieć – i tu przyda nam się kompetentna Pani Krysia, która wszystko wyjaśni. Jeśli w szkole jest metoda komunikacyjna to jako kursanci musimy nastawić się na mówienie, używanie praktycznego języka, która przyda nam się w wielkim świecie. Lektor będzie nas motywował i poprawiał, ‘zmuszając’ do przełamania barier i pracy nad szlifowaniem naszych werbalnych umiejętności. Jeśli nam to nie pasuje bo chcemy się skupić tylko i wyłącznie na gramatyce – szukajmy dalej! Co do lektorów – zwróćmy uwagę na ich zachowanie i postawę na zajęciach. Ukrywanie się za biurkiem lub co gorsza siedzenie na zajęciach raczej nie pomoże lektorowi w przekazywaniu nam swojej wiedzy. Lektor musi prezentować postawę otwartą, stać, poruszać się adekwatnie do sytuacji, która panuje w sali, zmieniać dystans i cały czas mieć nad wszystkim kontrolę. Jeśli tak nie jest – to raczej prędzej niż później zajęcia zmienią się w odczytywanie na głos uzupełnianych zadań.

65fda6d2f1b9afb306838ec552270235,10,1,0-46-1000-562-0

4. Poziom i dobór grupy = zaufanie jakim obdarzamy szkołę w ocenie naszych umiejętności. A to zaufanie łatwo stracić. Żeby dobrze określić poziom osoby, która uczyła się już języka nie wystarczy test wyboru zrobiony na komputerze i wynik w  entuzjastycznie migający w kolorowym okienku. Co powinno utwierdzić nas w przekonaniu, że nasz poziom jest dobrze zweryfikowany to owszem test ale dobrze skonstruowany i przekrojowy z różnorodnymi zadaniami od wyboru poprawnej odpowiedzi, transformacji, uzupełniania luk nawet po krótkie teksty. Do tego rozmowa. Bo wypełnienie testu to jedno a rozmowa to zupełnie inna bajka. No bo jak często po skończeniu edukacji dorosły człowiek uzupełnia testy? Podczas rozmowy (w języku, którego chcemy się nauczyć oczywiście) ktoś kompetentny powinien określić nie tylko nasze umiejętności ale zwyczajnie dopytać o motywację, cele (np. zdobycie certyfikatu) i dobrać grupę pod kątem naszych zdolności i potrzeb. Jeśli tego zabraknie może ucierpieć na tym nasza motywacja. Jeśli trafimy do zbyt słabej grupy – będziemy się nudzić. Jeśli do zbyt mocnej – możemy się zablokować. Czy tak czy tak – postępu w nauce nie będzie.

5. Materiały, na których pracujemy. Często w szkołach językowych podręcznik jest narzucony z góry – reszta należy do lektora. To na co warto zwrócić uwagę to wszystko to, co lektor oferuje nam poza podręcznikiem. Obrazki, filmiki, plakaty, flashcardy – cztery razy tak! Stosowane w odpowiednich momentach lekcji (opis obrazka jako prezentacja gramatyki, filmik jako wprowadzenie do tematu np. zakupów, plakat na ćwiczenie słownictwa związanego z np. jedzeniem) mogą stanowić o tym, że całe zajęcia będą ciekawe i dynamiczne.  Zwróćmy tez uwagę na jakość odbitek (jakże popularnych), które rozdaje nam lektor – czy są czytelne, czyste a przede wszystkim czy dają nam możliwość używania języka (a nie są tylko zapychaczami na lekcji). Już pierwszy kontakt z ‘kserówkami’ powie nam jak szkoła i lektor podchodzi do kursantów.

IMG_1870

6. Struktura zajęć. Od czego zaczynają się zajęcia? Standardowo od odczytania listy i sprawdzenia zadania domowego? Błąd! Skupmy się na tym jak lektor wykorzystuje pierwsze 10 minut zajęć bo to może decydować o tym, czy zajęcia będą ciekawe i czy nie będziemy się czuć ‘przytłoczeni’ językiem. I tak – chodzi tu o KAŻDE zajęcia. Pierwsza musi być rozgrzewka językowa czyli krótkie, dynamiczne, różnorodne zadania na mówienie. Bo to właśnie rozgrzewka pozwala nam jako kursantom w przyjazny sposób przestawić się z języka polskiego na język obcy i się rozgadać. Więc jeśli to piąte zajęcia i po raz piąty pierwszym punktem programu jest sprawdzenie zadania domowego to znak, że coś jest nie tak!

kaboompics.com_Top

Podsumowując – kto by się spodziewał, że jakość i treść popularnych ‘kserówek’ na zajęciach może decydować o tym, czy warto chodzić na zajęcia. Albo że miejsce na powieszenie kurtki jest takie istotne. Wiem, że są to szczegóły ale,  powtórzę jeszcze raz, że diabeł tkwi w szczegółach!

 

Autorką artykułu jest Anna Bartkowska – metodyk LEKTORA

 

 

One thought on “Wybór szkoły językowej – diabeł tkwi w szczegółach. Na co zwrócić uwagę wybierając kurs?

  1. Nie jest łatwo znaleźć szkołę opierając się tylko na reklamach a nie mając możliwości dokładnego porównania oferty – lepiej sprawdzić dokładnie, na portalach

Leave a Reply

Your email address will not be published.