widok_z_samolotu_atrius_blog

Świat z lotu ptaka

Jako chłopiec marzyłem, żeby zostać pilotem. Taki pierwszy dziecięcy pomysł na siebie i na to, co mógłbym robić w życiu. Wyobrażałem sobie, jak siedzę w kokpicie, wśród mnóstwa gałek, przycisków, czasomierzy i sprawiam, ze maszyna wzbija się w powietrze. Za model przyszłego samolotu służyły mi dwa krzesła, związane krawatem dziadka oraz pokrywka od garnka w roli prowizorycznych sterów.

Latałem nad górami i rzekami, domkami jak zabawki, jeziorami jak oczka wodne, malutkimi ludzikami, których już prawie wcale nie było widać. W tym całym wyobrażaniu sobie chodziło chyba przede wszystkim o ciekawość świata, a nie o jakieś konstruktorskie zapędy, co zresztą potwierdziły moje późniejsze życiowe wybory. W liceum byłem co prawda w klasie matematyczno-fizycznej, ale nie zdecydowałem się na studia na politechnice. Zamiast konstruować samoloty, wolałem planować.

Wytyczać drogi do miasteczek, robić mapki terenu, wybierać kształt dachów. I tak od pilotażu przeszedłem wprost do branży budowlanej…

Coś jednak zostało z tych pierwszych marzeń pt. „kim chciałbyś być, jak dorośniesz”, bo podczas spacerów po nowym dla nas mieście oboje z Anną jakoś tak zawsze zerkamy w okna mijanych domów, zastanawiając się, kto tu mieszka, co teraz robi w życiu i o czym marzył, jako dziecko.

widok_z_samolotu_atrius_blog

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.