Domowa olimpiada

Co prawda olimpijskie zmagania dobiegły już końca, ale nasza domowa rywalizacja z Arturem dopiero się rozpoczęła. Przez 17 dni śledziliśmy większość dyscyplin sportowych, szczególnie tych, w których Polacy walczyli o medale. Olbrzymie wrażenie zrobili na nas, dość niespodziewanie, zawodnicy badmintona. Zaskoczyłam Artura moim entuzjazmem związanym z tym sportem. Dlatego w piątek zrobił mi niespodziankę i kupił dwie profesjonalne rakiety oraz komplet lotek. Pamiętam, jak mając lat naście grywałam z koleżankami w kometkę… Z ręką na sercu przyznaję jednak, że moja dziecięca zabawa ma się nijak do niesamowitej prezentacji technicznych umiejętności, doskonałej kondycji i zwinności, jaką pokazali w Londynie zawodnicy z Chin. Chińczycy nie dali przeciwnikom żadnych szans, zdobyli w tej dyscyplinie aż 8 medali, w tym 3 złote.
Kometka to w ogóle bardzo stara gra – uprawiana w różnej postaci, na wszystkich kontynentach, od ponad 2 tysięcy lat. Rysunki przedstawiające grę przypominającą badminton, znaleziono na pozostałościach dawnej cywilizacji azteckiej i chińskiej. Rolę rakiet pełniły wówczas rękawice, deski, czy skóra naciągnięta na ramki, a lotek – m.in. owoce z piórami. Natomiast na olimpiadzie, badminton jako dyscyplina medalowa, gości dopiero od Igrzysk w Barcelonie w 1992 roku. Z racji braku czasu, do profesjonalnej sekcji badmintona już się raczej z Arturem nie zapiszemy, ale jako hobby czemu nie;) Podobno zawodowi badmintoniści, odbijają lotkę średnio co dwie sekundy, dla porównania – tenisiści co cztery, a w ciągu meczu przebiegają około 7 kilometrów! Znam kogoś, kto lubi takie wyzwania…

One thought on “Domowa olimpiada

Leave a Reply

Your email address will not be published.