Jezioro Ryñskie , Mazury

Urlop w Polsce – Ryn

Podjeżdżając do Rynu zobaczyliśmy dwie ogromne tafle wody i odbijające się w jeziorach słońce, a pośrodku dumnie czekał na nas zamek krzyżacki, w którym mieliśmy spędzić krótki, ale jak się potem okazało bardzo intensywny pobyt na Mazurach. Jeden z moich znajomych polecił mi ten hotel, opowiadając o wielu czekających tam atrakcjach. Byłem bardzo ciekawy, jak to wszystko wypadnie, szczególnie, że ten wyjazd miał być niespodzianką dla Anny i rozrywką dla Oliwki.

Ostatnie lata wakacje i urlopy spędzaliśmy głównie za granicą, a pobyty w Polsce kojarzyły mi się bardziej ze zgrzebnymi wczasami FWP.

Od samego progu czekały nas jednak same pozytywne niespodzianki. Pokoje hotelowe były starodawnymi komnatami, centralną część zamku stanowiła ogromna sala rycerska, gdzie odbywały się różne koncerty, spotkania , biesiady.

Czas mieliśmy wypełniony po brzegi. Zwiedzaliśmy zamek, gdzie znacznie poszerzyliśmy naszą wiedzę szkolną z historii Zakonu Krzyżackiego i okolicznych terenów, raczyliśmy się pysznym winem w winiarni, spędzaliśmy czas nad jeziorami i na rowerach. Hitem okazała się jednak wieczorna biesiada rycerzy i dam dworu przy suto zastawionych stołach, wszelakim mięsiwem a także staropolskimi i nie tylko napitkami.

Tego samego dnia rano zostaliśmy zaproszeni do hotelowej wypożyczalni strojów. Anna i Oliwka ruszyły od razu w kierunku damskich falbanek i fatałaszków. Ja byłem trochę przerażony, bo świat mody, tej sprzed paru wieków, czy tej współczesnej nie jest światem, w którym poruszam się swobodnie.

Na szczęście mój wzrok padł na wielki czarny krzyż na białej szacie i już wiedziałem , że w najbliższy wieczór zostanę Wielkim Mistrzem Krzyżackim, co stało się faktem.

Anna wystąpiła tymczasem w pięknej czerwonej sukni damy dworu i wyglądała naprawdę wystrzałowo, jak na tamte czasy oczywiście. Tylko Oliwka kręciła trochę nosem na początku, jak to nastolatka. „Trochę to głupie, zachowujecie się jak dzieci” Ale któż z nas nie jest dzieckiem w skórze dorosłego. Bawiliśmy się wszyscy doskonale, a nawet Oliwka, która w trakcie biesiady poznała całkiem miłego , młodego giermka. Uśmiech na twarzy, który podglądaliśmy ukradkiem, świadczył, że chyba także całkiem miło spędza czas.

Pobyt w Rynie na długo pozostał w naszych myślach. Pojawiła się także refleksja, że wśród wielu podróży zagranicznych często zapomina się o pięknych, niepowtarzalnych miejscach w naszym kraju. Jednym słowem „Cudze chwalicie, swojego nie znacie” 🙂

Artur.

Leave a Reply

Your email address will not be published.