Jak wybrać szkołę językową?

Wrzesień to zdecydowanie najlepszy miesiąc, by rozpocząć coś od nowa! Taka sprzyjająca pora, gdy na ulicach pojawiają się chmary przejętych dzieciaków w biało-czarnych strojach, z tornistrami wypchanymi podręcznikami, które pachną jeszcze świeżym drukiem ;). Pamiętam z dzieciństwa tę coroczną atmosferę początków roku szkolnego, gdy pojawiali się nowi koledzy i nauczyciele, a po tygodniach wakacyjnej laby znów trzeba było wciągnąć się w pewien ustalony rytm. I tak obserwując tę całą jesienną chmarę początkujących uczniów i studentów zatęskniłam za takimi emocjami… I to był chyba ten decydujący moment, w którym ostatecznie podjęłam decyzję, z którą nosiłam się już od dawna. Nauczę się włoskiego!!! Dla przyjemności obcowania z tym językiem, dla siebie samej oraz dlatego że uwielbiam włoską kulturę i Włochów. Artur początkowo odniósł się do mojego pomysłu z dystansem, wykazując typowo męski punkt widzenia niedowiarka, patrząc na mnie z lekkim rozbawieniem.

– No i co? Chce Ci się biegać na jakieś zajęcia?

– A wiesz, że chce – nie mógł osłabić mojej decyzji. – Pomyśl tylko, ciekawi ludzie, nowa pasja, dodatkowe kwalifikacje w cv. A wiesz jaki będziesz ze mnie dumny, gdy w przyszłym roku zostanę Twoim osobistym przewodnikiem po Toskanii???

Nie wiem, czy argument z pilotowaniem przyszłorocznej wycieczki zadziałał, ale muszę przyznać, że Artur mocno mnie teraz wspiera w moim postanowieniu i cały wczorajszy dzień poświęcił na poszukiwaniach odpowiedniej szkoły językowej, obdzwaniając przyjaciół i surfując w sieci. Chodziło o znalezienie takiego miejsca, gdzie lekcje prowadzone są w małych kameralnych grupach i najlepiej tylko dla dorosłych, poziom nauczania jest dobry a lektorzy mają duże doświadczenie. Znajoma Artura rekomendowała Atriusa, w którym podszlifowała swój angielski, przed służbowym wyjazdem do Stanów, a jej wrażenia były zachęcające. Postanowione!

Leave a Reply

Your email address will not be published.