Jak kobiety robią drobne zakupy

Wracając z centrum do domu, jak burza wpadłam do księgarni. Co prawda miałam w planach złapać w biegu jakąś powieść sensacyjną dla Artura (takie dziś dostałam bojowe zadanie od mojego męża), ale… na drodze stanął mi dział z książkami do nauki języków! Zaintrygowała mnie któraś okładka, przekartkowałam jeden ze słowników i na dobre tam utknęłam, jak się później okazało na całe dwie godziny! Morał jest wiec taki, że szybkie zakupy w damskim wykonaniu są raczej niewykonalne 🙂

Przez ten czas przejrzałam repetytoria, słowniki i tablice gramatyczne do włoskiego i angielskiego, które zajmowały kilka półek. Znalazłam sporo naprawdę dobrej literatury, podpowiadającej, jak rozwijać wiedzę wyniesioną z zajęć językowych.

Desktop14-249x300

Na przykład niepozorną książeczkę z najpopularniejszymi włoskimi przysłowiami czy najczęściej używanymi w tym języku słówkami. Nie miałam pojęcia, że można dziś dostać tak fajne pomoce naukowe, np. obcojęzyczne krzyżówki i karteczki samoprzylepne z nowym słówkiem na każdy dzień.

Pomoce naukowe do nauki języków

Najwyraźniej jednak epoka nieporęcznych encyklopedycznych tomów i nudnych sztampowych słowników minęła bezpowrotnie. Jeśli ktoś ma ochotę uczyć się języka obcego to naprawdę ma z czego. Mnie na przykład zainteresował słownik obrazkowy. Dla takich wzrokowców jak ja – rzecz niesamowicie przydatna! Od dzieciństwa znacznie szybciej zapamiętuję bodźce wzmocnione obrazem, więc zakochałam się w nim od pierwszego spojrzenia. Każde słówko przedstawione jest w nim bowiem przy pomocy prostej grafiki, a ewentualne konotacje w formie komiksowych dialogów z napisami w dymkach.

Nie do końca trafiły do mnie natomiast płyty z ćwiczeniami z mówienia i dykcji.  Wydaje mi się, że nie zastąpią one spontanicznej komunikacji z lektorem, w której przez cały czas pojawiają się nowe tematy i słowa zwroty, a mój akcent jest na bieżąco korygowany. Pozostanę więc przy zajęciach z Paolo :). Znalazłam natomiast całe mnóstwo najróżniejszych fiszek i miałam prawdziwy dylemat, które z nich wybrać. Ostatecznie wzięłam dla siebie fiszki obrazkowe z włoskiego, a dla Artura słownik tematyczny z angielskiego i fiszki o tematyce work & travel, żeby mógł dodatkowo popracować nad słownictwem.

Jakby tego było mało to skusiły mnie jeszcze znajdujące się obok regały z literaturą w oryginalnej wersji językowej. W większości były to klasyki literatury, w nieco skróconym wydaniu kieszonkowym, przeznaczone dla osób uczących się języka. Wzbogaciłam domową biblioteczkę o kilka powieści, które zawsze chciałam mieć u siebie na półce. W efekcie do domu wróciłam kilka godzin później i kilka kilogramów cięższa, a Artur do wieczornej lektury zamiast Forsytha dostał fiszki 😉

Anna.

Leave a Reply

Your email address will not be published.