Poranne zarządzanie czasem

Jestem już na nogach! Dwa miesiące rehabilitacji za mną. Przyznam szczerze, że mimo tego, że starałam się w miarę możliwości być aktywna, to jednak okres rekonwalescencji trochę mnie rozleniwił.

Nie potrafię rano wstać! Tak, odzwyczaiłam się. Choć na dworze jest słonecznie, cieplej, to ja nie potrafię opuścić swojego łóżka. Żadna pora na wstawanie nie jest dobra! Wiosenne przesilenie, zmiana czasu, odzwyczajenie i trzeba powiedzieć sobie szczerze – lenistwo wpłynęły na to, że już od 4 dni nie biegałam. Jestem na siebie niesamowicie wściekła! Po pracy nie jestem w stanie biegać! Zajęcia w szkole języków obcych ATRIUS, zumba, życie domowe – nawet nie sposób wygospodarować pół godziny wieczorem!

Zaczęłam więc poszukiwać skutecznych metod na poranne wstawanie. Rad jest całe mnóstwo. Jak się okazuje, nie tylko ja mam z tym problem.

Należy dokładnie zaplanować poranek. Chodzi przede wszystkim o motywację! Mając wyznaczone konkretne cele będziemy dążyć do ich realizacji. Wstając nawet 30 minut wcześniej w ciągu tygodnia zyskujemy 3, 5 godziny tygodniowo więcej.

Ja jednak postanowiłam wstawać godzinę wcześniej. Moje poranne cele to bieganie oraz nauka 5 nowych słówek z języka hiszpańskiego.

Przed snem nastawiam budzik z przyjemną dla siebie melodią i odkładam go daleko od łóżka. Dzięki temu aby uciszyć budzik muszę wstać. Będąc już na nogach mamy większe szanse, że nie wrócimy do łóżka.  Przynajmniej na mnie to działa.

Ważne są rytuały przed snem. Wielu lekarzy uważa, że przed snem należy się wyciszyć. Nie oglądajmy filmów, zdecydujmy sięsun in hands raczej na książkę. Porządnie wywietrzmy pokój i przed samym snem napijmy się szklanki wody. Powinniśmy spać jak niemowlaki. Ważne, że w pomieszczeniu było ciemno i cicho. Natomiast rano w pokoju musi wpadać dużo światła. Z czym nie mam problemu, bo nasza sypialnia jest słoneczna.

Postanowiłam wstawać zawsze o tej samej godzinie – świątek, piątek czy niedziela. Serce boli, bo Artur lubi sobie pospać – szczególnie w weekendy, co jest raczej zrozumiałe.

Może to dziwne, nieco schizofreniczne, ale wstając rano zamiast marudzenia energicznie witam nowy dzień, np. ”Nowy dzień, do biegu!”.

Powiem szczerze… stosuję wszystkie metody. Wstaje się nieco lżej. Jednak aby wstawanie było przyjemnością potrzeba wielu miesięcy praktyki. Najważniejsza jest motywacja, więc pracuję nas sobą. Samo wstawanie rano nie sprawia mi przyjemności, ale zwycięstwo nad swoimi słabościami owszem. Ostatnie zdanie tego wpisu powstało o godzinie 6.57. Miłego dnia! 🙂

Anna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.