Jak radzić sobie ze stresem

 

Każde powroty do rzeczywistości bywają ciężkie. Przed wyjazdem do Alicante w pracy dopiąłem wszystko na ostatni guzik, żeby móc spokojnie zrelaksować się na wakacjach. Po dwutygodniowym urlopie wróciłem do pracy i nie wiadomo skąd wszystko zwaliło mi się na głowę. Czas ruszył do przodu. Spotkania, telefony… Lubię swoją pracę, ale ogarnął mnie jakiś dziwny stres.

stresPrzez pierwsze 2 dni nie mogłem w nocy zasnąć. Myślałem, że to przez tą duchotę na dworze.

Gdzieś przeczytałem, że „Stres to nasza reakcja na bodziec pochodzący ze świata zewnętrznego, który wymaga z naszej strony podjęcia jakichś działań (reakcji).” Nad pewnymi rzeczami zapanować nie mogę, ale nad nim chyba potrafię! Zacząłem więc czytać wiele mądrych artykułów i zasad jak skutecznie się z nim uporać.

Pierwszy krok, żeby położyć go na łopatki i spać spokojnie, to poznać wroga. Nie chodzi o roztrząsanie problemu, ale spojrzenie na niego z pogardą – szybko i wnikliwie. Mądrale radzą, żeby wypisać wszystkie rzeczy, które powodują u nas uczucie niepokoju. Oczywiście, nie bawię się w takie pierdoły. Wiem dobrze, co jest przyczyną. Wypadłem z rytmu, a obowiązków jest sporo…

Punkt drugi – należy zastanowić się czy element stresogenny można wyeliminować. Jeśli o mnie chodzi… hmm… trzeba się spiąć, bez użalania się i do roboty. Pracować trzeba, ale mogę w sumie trochę inaczej zorganizować swój czas pracy i postarać się o niej nie myśleć poza nią.

Punkt trzeci – akceptacja sytuacji, której nie można zmienić. Stresu z życia całkowicie nie wyeliminujemy, ale możemy z nim żyć. Oczywiście, w ramach rozsądku.

Punkt czwarty – śmiech, który pomaga rozładować napięcie i naprawdę zrelaksować. Tylko gdzie go szukać, gdy jest nam wcale nie do śmiechu? Ponoć można go wywołać na kilka sposobów: oglądając komedie, spotykając stresssię ze znajomymi, czytając dowcipy, itd… Szczerze? Na mnie działają tylko spotkania ze znajomymi. Wspólne wyśmianie problemu naprawdę pomaga. Dziś czeka mnie jedna sesja tej kuracji! 🙂

Punkt piąty – stworzyć w wyobraźni miejsce marzeń i jak najczęściej je odwiedzać! Ja polecam wędrować do miejsc, które odwiedziliśmy stosunkowo niedawno. Dzięki temu możemy odtworzyć jak najmniejszy szczegół i po prostu odfrunąć. Na mnie działa!

Punkt szóstySPORT – zwykły wysiłek, nawet ten związany z domowymi czynnościami. Wróciłem więc po 3 tygodniowej przerwie do biegania. I to naprawdę pomaga. Zamiast myśleć o pracy, myślałem o tym, żeby nie zgubić po drodze płuc.

Punkt siódmy – udany związek. To w życiu wygrałem. Anna okazała się niesamowitym wsparciem w ciężkich chwilach. Zamiast koncentrować swoją energię nastresssssssssss pracy – koncentruję na Annie: kolacje, spacery, wyjścia do kina…

Wymieniłam oczywiście tylko kilka metod. Skupiłem się na tych, które zastosowałem i mi pomogły. Rad w Internecie jak sobie z nim radzić jest całe mnóstwo. Stres w optymalnej dawce jest w życiu potrzebny, bo bardzo motywuje. Jeśli jednak zatruwa Wam życie – wyeliminujcie go całkowicie.

Artur.

Leave a Reply

Your email address will not be published.