Ciężkie czasy nastały

Tego już za wiele. Nie wiem jak długo jeszcze Anna zamierza być na diecie, ale my z Oliwką tego nie wytrzymamy. Od tygodnia jadamy na mieście albo u mojej mamy. Obiady – o ile w ogóle tak można nazwać te posiłki, które serwuje nam moja żona, są nie do przyjęcia. Kto, jak kto, ale ja na pewno się nimi nie najem. Seler, paryska, grejpfrut – i tak w kółko. Na dodatek cała kuchnia „tonie” w butelkach wody, kartek z planem diety oraz tych śmiesznych urządzeniach. Myślałem, że skończy się na parowarze. Niestety, on był tylko początkiem. Po nim, nowa sokowirówka, –bo stara się przecież do niczego już nie nadaje –następnie, pomimo, że codziennie chodzi na siłownię, rowerek. Tak, kupiła rowerek!

Twierdzi, że rano nie ma czasu chodzić na siłownię i zamierza na nim ćwiczyć przeglądając przed pracą prasę, czy odpisując na e–maile. Nie wiem naprawdę jak ona to sobie wyobraża!

Oliwka wyjeżdża w ostatnim tygodniu września. Chciałbym ją gdzieś jeszcze zabrać. Przyzwyczaiłem się do jej obecności. Tym bardziej, że sami z Anną nie mamy dzieci. Ona – jak to nastolatka, poznała wielu przyjaciół w Polsce. Widzę, że od paru dni trapi ją wyjazd. Z jednej strony tęskni za rodzicami i znajomymi z Kanady, z drugiej strony zżyła się ze znajomi tutaj.  Spędzamy ostatnio dużo czasu razem. Coraz bardziej interesuje ją język francuski, prosiła już nawet mamę żeby rozglądnęła się za jakąś szkołą językową u nich. Wyczytała coś ostatnio o Wrocławskiej Językomanii, na którą chce iść w sobotę. Ponoć są bezpłatne zajęcia językowe, na które chciałaby pójść. Mnie przekonuje różnymi warsztatami kulinarnymi i oczywiście degustacjami, nawet Anna zaślepiona swoją dietą stwierdziła, że pójdzie z uwagi na zumbę. Zapowiada się ciekawe wydarzenie. Z chęcią zobaczę jak to wygląda, bo jeszcze czegoś takiego u nas nie było.

Anna zarzuca mi, że nie wspieram jej w tej przecudownej diecie. Nie wiem zupełnie, po co ona tak się męczy, skoro wie, że dla mnie zawsze wygląda wspaniale. Na każdym kroku jej to powtarzam. Z drugiej strony imponuje mi jej zawziętość, ale moja żona już taka jest, jak coś zaczyna to podchodzi do tego bardzo ambitnie i realizuje to do końca.

Może też zacznę chodzić z nią na siłownię? Zobaczymy.

Artur.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.