Chabry nad morzem czyli nie mam w co się ubrać.

Grudzień to czas planowania. W mojej głowie mętlik świąteczno-sylwestrowy. Krążyłam między karpiem a dodatkami sylwestrowymi. Tym bardziej, że wszystko działo się bardzo szybko. W ostatniej chwili nasi przyjaciele namówili nas  na spontanicznego  sylwestra nad polskim morzem, tak jakoś inaczej.Skoro w górach  nie ma  śniegu,  – rekompensujemy sobie jego  brak jadąc na północ. Nie będziemy mieli gór ale za to oddaloną o rzut beretem polską plażę. W grudniu 🙂

Nie mogę doczekać się tych zapierających dech w piersiach widoków mojego ukochanego Bałtyku, kocham podróże.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Niestety, na razie dech zapiera mi wszechobecny chaos. Z racji tego, że wszystko przebiega w ekspresowym tempie nie mogę zebrać myśli. Za chwilę będziemy jedli świąteczne makiełki, a kilkadziesiąt godzin później wylądujemy nad morzem.Tyle pozytywnych rzeczy spotkało nas w tym roku, chciałabym aby i rok 2014 okazał się owocny. Stąd moje rozterki. Wierzymy z Arturem, że sylwester i Nowy Rok są zapowiedzią całego roku. Standardowo, chcemy go spędzić aktywnie, w podróży, bo tak ma wyglądać cały kolejny rok.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Z kolei Ja, mam także swoje kobiece pragnienia. W tym roku intensywnie pracowałam nad sobą, nad swoją wagą, poprzez ćwiczenia i diety. Jestem zadowolona ze swojej przemiany – nic więc dziwnego, że chcę ją podkreślić.

W pogoni za prezentem dla Artura mój wzrok przyciągały kuszące sylwestrowe kreacje. Natychmiast dokonywałam wizualizacji mojego wielkiego sylwestrowego wejścia. Naszą salą balową będzie dom naszych znajomych, co nie zmienia  faktu, że  muszę wyglądać nieziemsko. Niestety, o wymarzonej czerwonej kreacji mogę tylko pomarzyć. Święta, prezenty, listopadowy urlop oraz sylwester blokuje moje konto bankowe.

Ach, te kobiece słabostki… Moja szafa pęka w szwach, ale nie byłabym prawdziwą kobietą gdybym nie powiedziała – „Nie mam się w co ubrać”. Wiem, że Arturowi podobam się w każdym wydaniu, nawet w puchowej kurtce, ale Sylwester zobowiązuje.

W pogoni za pięknem stwierdziłam, że popadam w obłęd. Wybrałam się na zumbę, zaserwowałam sobie aromatyczne cappuccino, przemyślałam sprawę i stwierdziłam, że nie mogę wkroczyć w Nowy Rok z takim bałaganem w szafie. Rozpoczęłam porządki – znalazłam niezłe „cudeńko” w postaci chabrowej sukienki mojej mamy. Natychmiast ją przymierzyłam. Znalazłam prawdziwy skarb – wyglądam w niej, powiem nieskromnie, przepięknie. I tak miło mi się kojarzy – od razu obudziła się we mnie dziesięcioletnia dziewczynka, która wtulała się w chabrowy, jedwabny materiał, w ciepłe matczyne ramiona.

Nagle mnie olśniło! Tak właśnie chce spędzić Nowy Rok. Stawiam na przeżycia, intensywne doznania. Bo po co mi kolejna obłędna kiecka, gdy mogę mieć znacznie więcej? 🙂

Anna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.