You cannot say “A”, without saying “B”

Właśnie odebrałem maila z wynikami testu językowego, który wypełniłem online, aby dobrze dopasować mój poziom do odpowiedniej grupy w Centrum Językowym Atrius. Przez moment czułem się prawie, jak przed maturą ;), odrobinę denerwując się, jak wypadłem. I co?! Poszło mi całkiem nieźle, mój angielski jest na poziomie prawie średnio-zaawansowanym, co oznacza, że radzę sobie z podstawami gramatyki, w miarę poprawnie stosuję właściwe czasy i końcówki.

Mam natomiast zbyt ograniczone słownictwo, ale w sumie można się było tego domyślić. Nie mam zbyt wielu okazji, żeby mówić po angielsku. Takie sytuacje, jak ostatnie odwiedziny Elki i Alexa, to raczej okazjonalne wydarzenia, więc językowo utknąłem w martwym punkcie… Próbowałem tak sobie przeorganizować codzienne sprawy, żeby angielski częściej mi towarzyszył. Radio ustawiłem na BBC, zamiast sudoku kupiłem w księgarni internetowej krzyżówki po angielsku i pobrałem na telefon aplikację do rozmówek polsko-angielskich. Efekt jest taki, że nauczyłem się kilku fajnie brzmiących słówek, to jednak ciągle jest taka zabawa w samodzielne „rozpracowywanie” języka a nie intensywna nauka, przynosząca widoczne postępy. Stwierdziłem więc, że jako uzupełnienie normalnych zajęć, jak najbardziej, ale by podciągnąć swój angielski, zdecydowanie potrzebuję dobrego trenera. Anna byłaby idealna w tej roli 🙂

Ma w sobie tyle entuzjazmu do wszystkiego, co robi i taką dawkę energii, że mogła by nimi obdzielić co najmniej kilkanaście osób ;). Przecież niedawno dopiero zaczynała zajęcia w Atriusie, a teraz już mailuje z Włoszką, którą poznała w Sienie i wcale nie zagląda przy tym często do słownika! Z oczywistych powodów indywidualne lekcje z współmałżonkiem nie byłyby jednak pewnie w 100% poświęcone nauce 😉

Zawsze znalazłby się jakiś pilny domowy temat, który trzeba obgadać, albo coś do zrobienia, co nie może czekać. Poza tym, przy moim elastycznym czasie pracy i ilości obowiązków, jakoś nie jestem przekonany, czy udałoby nam się w ogóle ustalić wspólne godziny zajęć.

Najlepszym wyjściem są więc zajęcia w Atriusie, podczas których wyłączę komórkę i będę mógł skupić się tylko na sobie. Plusem jest też to, że moja grupa, a właściwie powinienem powiedzieć grupka, wraz ze mną liczy zaledwie 3 osoby dorosłe i to jest moim zdaniem optymalne rozwiązanie. Cieszę się też, że nie będzie wśród nas studentów ani gimnazjalistów, bo chyba czułbym się momentami głupio, wśród młodzieży rozmawiającej o czymś, co mnie zupełnie nie interesuje. A tak, w towarzystwie dopasowanym wiekiem i umiejętnościami, powinniśmy się wszyscy łatwo porozumiewać.

Zaczynam w środę!

Artur.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.