Włochy od kuchni

Nie ma lepszego sposobu na poznanie kultury jakiegoś kraju, niż poprzez próbowanie jej kuchni i charakterystycznych dla niej smaków. Ja mam szczególną słabość do past, pachnących bazylią, świeżymi pomidorami i pesto, które kojarzą mi się z leniwą sjestą, śródziemnomorską sztuką jedzenia i spontanicznymi spotkaniami z przyjaciółmi.

Właśnie wczoraj wybraliśmy się z Arturem na kolację do nowo powstałej włoskiej restauracji, na którą już od dawna mieliśmy apetyt! W pięknym kolonialnym wnętrzu pachniało dobrą kawą, co od razu wprowadziło nas oboje w świetny nastrój. Menu stanowiła prawdziwa włoska klasyka – od risotto po lasagne. Oboje zdecydowaliśmy się na pastę, z tym że Artur wybrał rigatoni z krewetkami, a ja – delikatną carbonarę z parmezanem. Czekając aż kelner poda nam te wspaniałości, z zapałem studiowałam kartę menu i oryginalnie zapisane nazwy włoskich makaronów. Tagliatelle (wstążki), canelloni (duże, wypełnione farszem rurki), bucatini (rurki), fussili (świderki), lasagne (płatki), tortelini (małe krążki, nadziewane mięsem), penne (małe rurki ze skośnymi końcami) i ravioli (kwadraciki wypełnione nadzieniem) – nie tylko zaostrzyły apetyt, ale i sprawiły, że pierwszy raz pomyślałam o tym, że naprawdę chciałabym się nauczyć włoskiego.

włoska pasta

 

 

 

 

 

 

Przy sąsiednim stoliku para obcokrajowców, najprawdopodobniej rodowitych Włochów, wertowała kartę win, w poszukiwaniu odpowiedniego „aperitivo”. Chwila rozmowy z kelnerem, krótkie wahanie przy wyborze Barolo lub Chianti, a ja już miałam plan! Carbonara okazała się przepyszna, rigatoni również. A puszyste tiramisu to była już po prostu czysta poezja! 

 

             rigatoni z krewetkami_s

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.