Sabina_Saabway

W podróż po język! – o podróżach, które zachwycają i inspirują

Zainspirujmy się! W kolejnym wpisie gościnnym autorka bloga podróżniczego saabway.blogspot.com – z zamiłowania i powołania nauczycielka, podróżniczka z wyboru, pasjonatka nauki języków obcych udowodni, że podróże to doskonała okazja nie tylko do zwiedzania, smakowania i patrzenia, ale też spotykania nowych ludzi i nauki języka.  A zatem – sprawdźmy!

Nauka w podróży

Każdy wyjazd, nawet ten najkrótszy, daje możliwość nauczenia się nowych słów i przećwiczenia tych, które już znamy. A czy można wyjechać w podróż nie znając języka? Co wiedzieć przed wyjazdem? Jakie słowa przydają się najbardziej?  Gdy pierwszy raz pojechałam do Paryża umiałam powiedzieć tylko "Bonjour" i "Merci". Szybko jednak nauczyłam się pytać "Est-ce que vous parlez anglais?" (Czy mówi Pani po angielsku?). Okazywało się, że to pytanie – Czy mówi Pani po angielsku? – zadanie w języku Francuzów dawało odpowiedź. Gdy natomiast pytałam po angielsku (Do you speak english?), tylko machali ręką i nawet nie próbowali ze mną rozmawiać.

podróże językowe

Na Moście Artystów i na brzegach Sekwany spotkacie mnóstwo ludzi, w każdym wieku, którzy chętnie zamienią z wami słowo lub dwa. Weźcie ze sobą koc, bo spotkania połączone z nauką języka często przeciągają się do późnych godzin wieczornych.

Każde takie spotkanie nie jest wolne od wysiłku, popełnianych błędów i chwil zwątpienia, gdy coś się nie udaje. Przyznaję, że czasami miałam dość. Nie byłam w stanie powiedzieć tego, o czym myślę. Nie zrażałam się jednak. Zapisywałam wymowę, po raz tysięczny myliłam "kolejkę" (queue) z "tylną częścią ciała" (cul), których wymowa dla mojego ucha niczym się nie różni. Pod Wieżą Eiffla pytałam, czy musimy stać w tej długiej kolejce, a wychodziło… sami się domyślacie.

Kilka lat później pojechałam do Hiszpanii. O hiszpańskim wiedziałam…nic! Szybko okazało się, że stawianie na angielski często wiąże się z dużym ryzykiem – podobnie, jak we Francji. Wielu Hiszpanów nawet jeśli mówi, to niekoniecznie lubi mówić po angielsku. Podróż zmusiła mnie do szybkiej nauki. Chciałam zobaczyć jak najwięcej i to niekoniecznie w dużych skupiskach turystów. A w małych miasteczkach, jak sami się domyślacie, zazwyczaj króluje już tylko hiszpański.

podróże językowe

O czym pamiętać jadąc w „podróż po język”?

Podstawą są podstawy – nawet najkrótsze zdanie czy też pytanie zadane w rodzimym języku mieszkańców kraju, do którego przybyliśmy otwiera ich serca.  "No hablo espanol" (Nie mówię po hiszpańsku), "Je ne parle pas bien francais " (Nie mówię dobrze po francusku) czy też "I speak english a little bit" (Mówię trochę po angielsku) pokazuje, że jesteśmy zainteresowani światem, do którego przybyliśmy.

Dzień dobry z uśmiechem – w większości krajów głośne „Dzień dobry” wypowiedziane z uśmiechem, nawet jeśli później już niewiele w danym języku jesteśmy w stanie powiedzieć, pomaga się porozumieć. Zawsze uczę się podstawowych zwrotów: dzień dobry, cześć, nie rozumiem, dziękuję, proszę, poproszę. W Tajlandii „Sawadi – kha” (dzień dobry) wypowiedziane właśnie po tajsku jest zawsze przyjmowane z takim entuzjazmem, któremu nie mogę się nadziwić. To małe słowo autentycznie wywołuje radość Tajów.

podróże językowe

Liczebniki – przed wyjazdem warto zainteresować się walutą, którą płaci się za granicą. Sprawdzić, czy przydadzą się dziesiątki czy setki i nauczyć się ich na pamięć. Jest to dużo wygodniejsze niż pokazywanie na palcach, pisanie na kartce czy kalkulatorze. Szczególnie przydatna okazuje się znajomość liczb w sytuacji targowania się! Pamiętam, kiedy w Tajlandii zapytałam panią na straganie o cenę. Powiedziała po angielsku„20”, a ja na to po tajsku „10”! Tak się zdziwiła i uśmiała, że z radością kupiłam jakąś drobnostkę właśnie za dziesięć bathów zamiast początkowych dwudziestu!

Im mniej ludzi, tym więcej rozmów – najłatwiej ćwiczyć język w miejscach, które nie są turystyczne. W centrum Barcelony z każdym można porozmawiać po angielsku. Tam wszyscy nastawieni są na zysk.. Co innego, kiedy trafi się do oddalonej o kilkadziesiąt kilometrów Tarragony. W ciągu dnia jest tam wielu turystów, ale w hostelach i wieczorem na ulicy już nie. Wszyscy przyjeżdżają tam tylko na jeden dzień i po zmierzchu, kiedy miasto trochę pustoszeje, łatwo znaleźć Hiszpana, z którym przy kieliszku wina można porozmawiać o życiu, czy choćby sympatyczną barmankę, która pomoże w nauce podstawowych zwrotów. Małe miasteczka są pełne uśmiechniętych ludzi, którzy zmęczeni słońcem chętnie porozmawiają z nieznajomymi przybyszami o pogodzie, o kulturze, o tym, jak ciężko, a zarazem wspaniale mieszka się w Hiszpanii.

nauka języków za granicą

Kursy i szkolenia językowe dają wiele. Bez książek, filmów i programów w języku obcym pewnie nasze postępy nie będą tak szybkie, jakbyśmy tego chcieli. Jednak bez wyjazdu za granicę nie dowiemy się, czym jest prawdziwy język. Ja uczę się języków obcych właśnie po to, żeby podróżować! A wy?

Więcej inspiracji i pasjonujących historii z podróży znajdziecie na blogu autorki: saabway.blogspot.com

 

Leave a Reply

Your email address will not be published.