Oxford Street i angielski w praktyce

Kto powiedział, że podróżowanie musi słono kosztować i wymagać planowania z wielotygodniowym wyprzedzeniem?! Jak się okazuje, przy odrobinie szczęścia i fantazji :), ciekawy wyjazd można zorganizować niedrogo, praktycznie z dnia na dzień!

Od pewnego czasu Artur bardzo zabiegał o jednego klienta: duży kontrakt i adekwatne do tego wynagrodzenie, ale niestety jeszcze więcej formalności i pracy do wykonania, by udało się go sfinalizować. Tuż przed Majówką nastąpiło apogeum tych starań i mój mąż utknął w biurowym gąszczu zadań do wykonania na wczoraj. Tym samym, nasz wspólny wyjazd odszedł w zapomnienie. Ja jednak wyjątkowo miałam ochotę na zmianę otoczenia, a przypadkiem przeglądany w Internecie serwis turystyczny, przyniósł gotowe rozwiązanie: 3-dniowy wyjazd do Londynu! Bez chwili wahania postanowiłam, że wezmę ze sobą Oliwkę, która nie miała jeszcze okazji zobaczyć niepowtarzalnej stolicy Anglii.

Zabukowałam bilety, które z racji wyprzedaży kosztowały mniej, niż nasza wczorajsza kolacja w restauracji 🙂 i wykonałam telefon do Elki, mojej przyjaciółki mieszkającej na stałe na Wyspach. Później zostało nam już tylko szybkie pakowanie, całusy na pożegnanie i hej przygodo! – lecimy z Oliwką do jednej ze światowych stolic mody!

Elka przyjęła nas tradycyjnie bardzo ciepło. Oczywiście nie chciała nawet słuchać o żadnym hotelu, tylko od razu pokazała nam pokoje gościnne. Jej mieszkanie usytuowane jest we wschodniej części miasta, w Greenwich, niedaleko słynnego królewskiego obserwatorium astronomicznego i stanowi dobrą bazę wypadową. Chciałam pokazać siostrzenicy maksymalnie dużo atrakcji, jak się jednak okazało najbardziej przypadła jej do gustu zatłoczona Oxford Street wraz z niezliczoną ilością sklepów i butików. Kobieca natura i zamiłowanie do zakupów okazały się silniejsze od chęci zwiedzania Muzeum Brytyjskiego, a ja widząc entuzjazm nastolatki, również im uległam.

Elka zabrała na shopping również swoją 16-letnią córkę Iris, która najlepiej orientowała się we wszystkich aktualnych promocjach, a dodatkowo miała karty zniżkowe do wszystkich możliwych sklepów. Rozmawiałyśmy wyłącznie po angielsku, przychodziło nam to tak naturalnie, że nawet Oliwka odważyła się i podjęła rozmowę z Iris nt. filmu „Twilight Saga” czy wyższości Ray-Ban’ów nad innymi okularami przeciwsłonecznymi 🙂 Dwa kolejne dni minęły nam na zwiedzaniu typowo turystycznych atrakcji: Tower of London, Mostu Tower Bridge, Hyde Park’u, Pałacu Buckingham, Opactwa Westminsterskiego oraz kolorowych dzielnic Camden Town i Soho. Czas ten wystarczył jednak, by obraz wielkiej nowoczesnej metropolii wywarł bardzo duże, wręcz spektakularne wrażenie na 14-latce.

Do Polski wróciłyśmy z 4 wielkimi walizkami, wypchanymi po brzegi ładnymi i niedrogimi ubraniami. Ile funtów wydałyśmy, pozostanie naszą słodką tajemnicą :). Zdradzę tylko, że ciocia zadbała o to, by okulary właściwej marki znalazły się na nosie Oliwki:)

Anna.

Leave a Reply

Your email address will not be published.