Sztuka inwestowania

W weekend odwiedziliśmy jedną z wrocławskich galerii sztuki, w której odbyła się wystawa malarstwa naszej przyjaciółki. Jej wernisaż był okazją, żeby spotkać się z zaprzyjaźnionymi kolekcjonerami i znawcami sztuki współczesnej, którzy w większości są też wielbicielami dobrego wina :). Łączy nas więc co najmniej kilka pasji. Sobotni wieczór wykorzystaliśmy podwójnie – i towarzysko, i rozwijając swoje zainteresowania.

Szczerze mówiąc, sztukę współczesną zawsze oceniałem, jako złożoną i nieoczywistą w interpretacji. „Czyta się” ją przede wszystkim emocjami i w tym prawdziwa mistrzynią jest dla mnie Anna, która błyskawicznie wczuwa się w nastrój obrazu czy fotografii, odbierając emocje i przekaz autora. Z mojego punktu widzenia fascynująca jest natomiast idea oraz mechanizmy art bankingu. Historycznie patrząc, dzieła sztuki szybko stały się towarem, czymś czym handlowano. Jednak dopiero największe domy aukcyjne, jak Christie’s czy Sotheby’s, spopularyzowały lokowanie gotówki nie w bankach, lecz właśnie w zakup kolekcji czy konkretnych dzieł.

W latach 80. XX wieku uruchomione zostały bankowe usługi, umożliwiające inwestowanie w sztukę. Kilkanaście lat później francuski finansista Andre Level przekonał 12 inwestorów do zainwestowania pieniędzy w obrazy początkujących lub mało znanych malarzy, wśród których znalazł się m.in. Picasso ;). Jak się łatwo domyślić, zgromadzoną przez nich kolekcję sprzedano później za gigantyczną kwotę, która była ponad dziesięciokrotnie wyższa niż koszt zakupu.

W ostatnich latach obserwuję coraz większe zainteresowanie tym tematem, także wśród osób, które wcześniej ze sztuką nie miały nic wspólnego… W sytuacji, gdy rynki finansowe Europy są tak niestabilne, a inflacja po prostu zjada nasze oszczędności na koncie lub lokacie, inwestycje w sztukę stają się atrakcyjną alternatywą.

Artur.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.