Sushi opowieści

Wczoraj wybraliśmy się z Anną na sushi. Zdecydowanie należę do fanów tego specjału, choć nie zawsze tak było. Pamiętam, że jeszcze kilka lat temu ryż z surową rybą wywoływał w rodakach pewien niepokój 😉 i ciężko było wyciągnąć przyjaciół na kolację do jednego z nielicznych sushi-barów, które swoją drogą, były też miejscami bardzo wyszukanymi. Dzisiaj nowe restauracje wyrastają, jak grzyby po deszczu i ku mojej radości, mogę do woli wybierać spośród mnóstwa rozmaitych kombinacji smakowych. Polacy nauczyli się jeść sushi i najwyraźniej bardzo je polubili i – jak donosi prasa – jest to aktualnie najszybciej rozwijająca się gałąź gastronomii na polskim rynku… Ja zdecydowanie najbardziej lubię połączenia z tuńczykiem, Anna woli delikatne california rolls czyli ryżowe krążki z wodorostem, avocado i delikatnym krabem lub łososiem. Sushi owiane jest u nas jeszcze czasem mitem eleganckiego biznesowego dania, które samo w sobie stanowi dzieło sztuki. Dlatego byłem ogromnie zdziwiony, gdy kilka lat temu, podczas służbowego wyjazdu do Japonii, odkryłem, ze sushi to dla Japończyków tak naprawdę… kanapka! Jasne, podaje się je także w ramach biznesowego lunchu, w nieco bardziej klasycznej postaci, bez avocado i majonezu. Ogólnie rzecz biorąc jest to jednak jedno z najpopularniejszych dań w Kraju Kwitnącej Wiśni, jedzone w zasadzie o każdej porze dnia i przy każdej możliwej okazji. Między Polską, a Japonią są więc ogromne różnice kulturowe w sferze kuchni i kulinarnych przyzwyczajeń. Dla nas śniadanie to śniadanie i raczej nie jada się w jego miejsce zupy, a nawet najsmaczniejsza przekąska nie zastąpi konkretnego obiadu. Po prostu mamy swoje nawyki, tak jak Hiszpanie, którzy celebrują obfitą kolację późno w nocy, lub Włosi, którzy muszą mieć sjestę, by przegryźć lunch. Ciekawe, jak wyglądałaby taka kulinarna mapa świata…

Leave a Reply

Your email address will not be published.