Kurs językowy we Francji

Być może dla wielu – a już na pewno dla mojej nastoletniej siostrzenicy:) – zaskakujące jest to, że nie mam konta na Facebooku. Do tej pory się przed tym wzbraniałem, ale obserwując aktywnie udzielających się w sieci znajomych, czuję się zachęcony, by również założyć swój profil na portalu. Anna gorąco mnie do tego namawia, argumentując że „twarzoksiążka”, jak dosłownie można przetłumaczyć jego nazwę, to świetne miejsce nie tylko na odświeżenie dawnych znajomości, ale również na praktykowanie języka obcego, w moim przypadku – angielskiego.

Przez lata wspólnego podróżowania udało nam się nawiązać wiele ciekawych kontaktów, z resztą, z niektórymi osobami do dziś okazjonalnie wymieniamy się mailami. Są to osoby z bardzo odległych części globu, z którymi połączyła nas pasja do podróżowania oraz odkrywania kulturalnych i kulinarnych smaków świata. Pomyślałem, że „mając Facebooka” mógłbym być z nimi na bieżąco, od czasu do czasu zagadać, wymienić się doświadczeniami, czy zainspirować nowym kierunkiem wakacyjnych wojaży. Od słów przeszedłem do czynów i dosłownie w 5 minut stałem się członkiem globalnej społeczności. Na początku wyszukałem rodzinę, przyjaciół, a następnie z pomocą niebieskiego notatnika Anny (który wszędzie ze sobą zabiera), dalszych znajomych.

Zaskoczyło mnie, jak szybko zostałem przyjęty do „grona zaufanych” – już po 3 godzinach obecności na portalu miałem około 100 znajomych! Z ciekawości zacząłem przeglądać różne profile i na jednym z nich znalazłem radosne, bardzo kolorowe zdjęcia córki koleżanki z Gdańska. Obrazy przedstawiały grupę uśmiechniętych twarzy bardzo młodych osób, na tle polskiego Bałtyku. Jako że wakacje za pasem, pomyślałem że warto dowiedzieć się więcej pod kątem Oliwki i napisałem do koleżanki z prośbą o przesłanie szczegółów na temat. wyjazdu.

Fotografie były wykonane podczas kolonii językowej w Dźwirzynie, organizowanej przez szkołę językową Lektor z naszego rodzinnego Wrocławia. Ideą takich wyjazdów nie jest odpoczynek młodzieży od rodziców:), lecz bezpieczna, aktywna zabawa połączona z nauką języka. Wyjazd obejmował 2 tygodnie nauki angielskiego pod okiem wykwalifikowanych lektorów i native speakerów, urozmaiconej licznymi zajęciami sportowo–rekreacyjnymi. Jej opinie były bardzo pozytywne, ze względu na postępy, jakie jej córka w relatywnie krótkim czasie poczyniła w angielskim, jednocześnie świetnie się przy tym bawiąc. Podkreśliła również, że gwarancja oddania dziecka w dobre ręce i święty spokój, jaki miała przez te dwa tygodnie był absolutnie bezcenny.

Już wcześniej zaplanowaliśmy, że zasponsorujemy Oliwce 4-tygodniowy kurs językowy we Francji, wakacje jednak trwają 2 miesiące, więc czasu wystarczy również na kolonie nad polskim morzem. Nie zastanawiając się dłużej, chwyciłem za telefon i zadzwoniłem do mojej siostry w Kanadzie. Karolina, podobnie jak ja, nie jest osobą, którą trzeba długo przekonywać. I w ten sposób stałem się ulubionym wujkiem pod słońcem:)

Artur.

Leave a Reply

Your email address will not be published.