Joga i fitness – czas na zmiany

Pobyt w Rynie był cudowny. Problem w tym, że tamtejsza kuchnia wyszła mi bokami i to dosłownie. Kiedy rano chciałam założyć moje ulubione jeansy nawet Artur się ze mnie śmiał jak zobaczył, jaką trudność sprawia mi ich zapięcie. Skończyło się na panice i nerwach. Nie tracąc czasu zaczęłam szukać w Internecie „diety cud”, tyle się o tym naczytałam, że postanowiłam wybrać się jeszcze tego samego dnia do dietetyka.

4 kilogramy – z tym muszę się zmierzyć w najbliższych tygodniach. Zależy mi na tym, żeby utrzymać po diecie stałą wagę, więc szykują się duże zmiany. Po pierwsze – Artur ciągle robi coś dla siebie (teraz wróciliśmy do tematu rozpoczęcia kolejnych kursów językowych), więc i ja postanowiłam. Zapisałam się od przyszłego tygodnia na fitness, kupiłam nawet roczny karnet, żeby mieć motywację.  Planuję trzy razy w tygodniu ćwiczenia z instruktorem i oczywiście jogę, która pomoże mi się odprężyć.

Ćwiczenia to tak naprawdę połowa sukcesu, nie wiem jak mój mąż na to zareaguje, ale szykuję kuchenną rewolucję. Ogarnął mnie dzisiaj szał zakupów. Po wizycie u dietetyka postanowiłam kupić od razu wszystkie składniki do moich zdrowych posiłków. Wypakowując zakupy, czytając plan swojej diety zdałam sobie sprawę z tego, że przydałby mi się przecież parowar. Miałam jeszcze trochę czasu, co prawda nigdy nie kupuję takich rzeczy, bo kompletnie się na tym nie znam, ale ekspedientka w sklepie okazała się strasznie pomocna.

-Duszony seler naciowy?! Nie wiem jak Ty, ale ja nie zamierzam tego jeść. Sam „zapach” tego mnie przytłacza a co dopiero jedzenie. Nie mam mowy!  Chcesz sobie przechodzić na dietę proszę bardzo. Ja zabieram Oliwkę i jedziemy na miasto coś zjeść. –tak na moją dietę zareagował Artur.

A myślałam, że moim problem będzie tylko brak silnej woli….

Anna

Leave a Reply

Your email address will not be published.