Bunt nastolatki – jak sobie radzić

Po pierwszym, dość spokojnym tygodniu z Oliwką sprawy przyjęły zły obrót. A zaczęło się zupełnie niewinnie od różnicy zdań nt. ubioru Oliwki na spotkanie z kolegą. Króciutkie szorty, rajstopy kabaretki, lekko prześwitujący t-shirt i mocny makijaż wydawał mi niestosowny dla tak młodej dziewczyny. Nawiasem mówiąc, jej strój wydawał się niewłaściwy niezależnie od wieku :). Problem na szczęście rozwiązał się samoistnie, a mianowicie gwałtowna burza pokrzyżowała plany Oliwki, zatrzymując ją w domu.

Na kolejne spięcie nie trzeba było jednak długo czekać. Starsza koleżanka siostrzenicy, w dodatku poznana przez Internet, organizowała imprezę w jednym z bardzo modnych wrocławskich klubów. Wydarzenie miało być poświęcone modzie, a jej głównym punktem miał być pokaz mody oraz swap party. Moda na swap party, czyli wymianę ubrań, butów i akcesoriów dotarła do Polski kilka lat temu z Zachodu. Jej idea jest fanatyczna, chodzi bowiem o to, by bez żadnych wydatków skompletować nową garderobę. Chętnie sama wzięłabym w niej udział, gdyby była zaadresowana do osób przynajmniej po 21-tym roku życia :). Nie miałam żadnych obiekcji, by pozwolić Oliwce wziąć udział w imprezie, do momentu gdy dowiedziałam się, że na aspekcie modowym, zależy jej znacznie mniej, niż na przyjęciu po pokazie.

Na afterparty mieli się pojawić uwielbiani przez nastolatki tancerze z You Can Dance. Według informacji mojej siostrzenicy, młodzi chłopcy bawią się na potęgę i korzystają z swoich 5 minut sławy. Nawet nie chce myśleć, na czym taka zabawa może polegać! Ustaliłam więc z Arturem, że po wymianie ciuchów, o 21:45 Oliwka bierze taksówkę i punkt 22.00 melduje się u nas w domu.

Taki scenariusz nie przypadł jej jednak do gustu. Rozhisteryzowana zaczęła krzyczeć, że wszystkie jej koleżanki będą na afterparty, że skazujemy ją na społeczny ostracyzm, że musi tam zostać minimum do 24.00. Artur zupełnie nie rozumiał, jak 2 godziny, czyli całe 120 minut :), miałyby kogokolwiek wykluczyć z towarzyskiego kręgu, ale czternastolatka najwyraźniej miała swoje powody, by walczyć o nie jak lew! Impreza miała się odbyć jutro, a ostateczna decyzja należała do mamy dziewczyny. Ta, zgodnie z moimi przewidywaniami, nie zaaprobowała pomysłu powrotu do domu o tak później porze. Na znak protestu Oliwka zapowiedziała głodówkę i odmówiła zjedzenia wspólnej kolacji.

A szkoda, bo danie główne w menu na dzisiejszy wieczór to moja popisowa potrawa – lasagne bolognese 😛

Anna

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.