Poniedziałkowy pech i historia esperanto

Ten tydzień zaczął się pechowo. W drodze do pracy złapałem gumę, później zmieniając oponę ubrudziłem nową koszulę, więc Anna na pewno będzie kręcić nosem na widok plamy ze smaru… Do tego zadzwonili do mnie z biura, że dostawa materiałów na jedną z budów się przedłuży, i tak dalej, i tak dalej. W ogóle czuję się trochę zdemotywowany ostatnio. Chociaż dużo pracuję nad swoim angielskim, ciągle robię błędy gramatyczne. Złości mnie to, bo znam reguły, ćwiczyłem je na wielu przykładach, a i tak chwila nieuwagi i buch, błąd! W miejsce, gdzie nie powinno go być.

Wczoraj wieczorem posiedziałem trochę z repetytorium i poćwiczyłem stronę bierną i czasy przeszłe przed kolejnymi zajęciami w Atriusie. Mam nadzieję, że pójdzie mi lepiej niż ostatnio, gdy utknąłem na jednym z ćwiczeń. W ogóle wydaje mi się, ze świat byłby prostszy bez całej tej wydumanej gramatyki. Czy naprawdę ludzkość nie mogłaby się umówić, że nie deklinujemy i nie przejmujemy się ortografią, pisząc ze słuchu??? W końcu byli już tacy, którzy tego próbowali.

Kiedyś czytałem świetny artykuł o historii esperanto. Był to największy, jak do tej pory, eksperyment językowy. Jego nazwa pochodzi od pseudonimu lekarza Ludwika Zamenhofa, który pod koniec XIX wieku opracował uniwersalny kod, mający służyć porozumiewaniu się ludzi z całego świata. Dr Esperanto, bo pod takim pseudonimem pracował, przede wszystkim inspirował się językami zachodnioeuropejskimi, ale sięgnął też po elementy arabskiego, tureckiego, hebrajskiego, a nawet hawajskiego 🙂

W efekcie powstał język, w którym mało co się odmienia (podobno ma tylko 3 przypadki) i teoretycznie brak wyjątków od zasad gramatycznych. W praktyce eksperyment się jednak nie udał, ponieważ esperanto, jako sztuczny język, nigdy nie weszło do powszechnego użycia. Najpierw świat posługiwał się łaciną, potem francuskim, a teraz angielskim i nic nie wskazuje, by miało się to w najbliższym czasie zmienić!

Podobno w historii były podejmowane próby stworzenia mini-państwa, którego mieszkańcy posługiwali by się esperanto, ale nie udało się tego zrobić. Jeśli jednak takie miejsce kiedykolwiek postanie to mam wrażenie, że chętnych do zamieszkania w nim może być całkiem sporo 😉

Artur.

Leave a Reply

Your email address will not be published.