O zwyczajach wielkanocnych

Choć Wielkanoc tuż tuż, poza wystawami sklepowymi w centrach handlowych coraz mniej ją widać. Wszystkim nam coraz trudniej zatrzymać się w biegu, pomyśleć o rzeczach ważnych, a temat pracy, zarabiania pieniędzy, kryzysu (również tego w naszej piłkarskiej kadrze narodowej 🙂 ) niestety zdominował niemalże wszystkie rozmowy w moim otoczeniu. Nie twierdzę, że podchodzę ortodoksyjnie do chrześcijańskiego sposobu przeżywania Świąt, ale cenię sobie ten wyjątkowy czas refleksji.

Już od dobrych kilku lat rzadko z Anną udaje nam się spędzić Wielkanoc w Polsce. Zazwyczaj staramy się maksymalnie wykorzystać wszystkie dni wolne na wyjazdy i podróże duchowe po  nieznanych lądach. W tym roku, ląd mamy co prawda już zbadany :), ale Sewilla i Tydzień Wielkiej Nocy „Semana Santa” to podobno zjawisko niespotykane na skalę światową. Tysiące turystów zjeżdża się wtedy do Andaluzji, by wziąć udział w radosnej, kolorowej procesji Niedzieli Palmowej i zobaczyć posągi świętych, przemieszczających się po ulicach Sewilli, na wielkich zdobionych platformach zwanych pasos. Już samo niesienie takiej platformy jest wielkim przywilejem, który przysługuje tylko raz w życiu. Podobno w 2010 roku, gdy pogoda w Hiszpanii nie dopisała, zawiedzeni mężczyźni, którzy mieli nieść platformy płakali na ulicach, ponieważ wiedzieli, że taki zaszczyt już ich nigdy więcej nie spotka. Procesje, których jest zwykle 5, zaczynają się o godzinie 3.00 rano, a kończą o 3.00 w nocy! W przerwach czekają nas wizyty w lokalnych restauracjach i smakowanie kuchni andaluzyjskiej, pachnącej świeżymi pomidorami, czosnkiem, oliwą z oliwek i winem sherry. Szykują się zatem dni pełne wrażeń!

Żeby polskiej tradycji, przynajmniej tej kulinarnej, stało się zadość postanowiliśmy z Anną nieco wcześniej zorganizować własne kameralne święta. Wczoraj udało nam się upiec wieniec wielkanocny, czyli pyszny domowy chlebek. Wyrabianie ciasta dostarczyło nam nie lada frajdy, choć wbrew oczekiwaniom mojej żony, wcale nie zachęciło mnie do zostania Master Chefem :). Anna zrobiła także ćwikłę oraz upiekła kajmakowy mazurek. Ja podjąłem próbę przygotowania prawdziwego żurku na zakwasie według przepisu mojej babki. Mam tylko nadzieję, że nasze kulinarne podboje nie skończą się tak, jak w pewnym dowcipie:

Jedno dziecko mówi do drugiego:
– U mnie modlimy się przed każdym posiłkiem.
– U mnie nie. Moja mama bardzo dobrze gotuje 🙂

Artur.

Leave a Reply

Your email address will not be published.