Nauka języka w domu

Świecie, witaj! Wróciłam do żywych i do swoich zajęć. Z wyjątkiem sportu…

Niestety, jedyna aktywność na jaką mogę sobie pozwolić to kręcenie kółek nogą. Szalona! Nie od razu Rzym zbudowano. Jeszcze trochę i znowu zacznę chodzić na zumbę oraz biegać. Na razie wyręcza mnie Artur, który przynosi do domu zapach wiatru. Z premedytacją!

Oczywiście, moje lenistwo nie było totalnym lenistwem. Przez dwa dni pozwoliłam sobie na robienie NICZEGO. Dnia trzeciego jednak zaczęłam wyżywać się na Arturze. Drażnił mnie jego ton, wygląd, WSZYSTKO.

Stwierdziłam, że nie mogę pozwolić sobie na taką frustrację. I nie mogę pozwolić na językowy reumatyzm. Oczywiście, z pomocą męża, chodziłam na zajęcia hiszpańskiego. Jednak z racji mojego stanu uziemienia postanowiłam jeszcze bardziej poświęcić się nauce. Grzecznie odrabiałam lekcje zadane przez lektora i szukałam nowych metod nauki.

Na pierwszy ogień poszły fiszki, które stworzyłam samodzielnie. Na małych karteczkach wypisałam zestaw słówek, z którymi mam problem i moja głowa niechętnie je zapamiętuje. Na odwrocie kartek wypisałam ich znaczenie po polsku. Najpierw uczyłam się obcej nazwy, przywoływałam jego polski odpowiednik i konfrontowałam swoją wiedzę odwracając kartkę. Codziennie uczyłam się nowych słówek i powtarzałam te starsze.
Jest to dosyć ciekawa forma nauki – można przygotować sobie dowolna ilość kartek i codziennie je powtarzać przez parę minut. Jestem wzrokowcem, więc samo tworzenie fiszek ugruntowało mi pewną wiedzę.

Oczywiście Artur szydził z mojego pomysłu. Nasz salon zamienił się w małą pracownię plastyczną, ale efekty były zadowalające.

Koleżanka podsunęła mi jeszcze jedną ciekawą zabawę językową. A mianowicie „Mapę Myśli”. Ponoć angażuje obie półkule mózgu, aktywuje wyobraźnie oraz wszystkie zmysły.

Zabawa polega na tym, żeby wyobrazić sobie miasteczko z najważniejszymi elementami, takimi jak sklepy, parki, szkoła, itp. Zabawę można zacząć od dowolnego punktu, np. swojego domu, który musimy opisać w obcym języku. Później przejść do otoczenia wokół niego, ludzi spacerujących ulicą, przejść do sklepunauka, nawiązać dialog z ludźmi i tak dalej. Budujemy w ten sposób całą mapę miasta. Oczywiście musimy mieć pod ręką słownik. W ten sposób uczymy się nowych słówek używając ich w konkretnych sytuacjach.

Możecie domyślić się jak zareagował na moją zabawę Artur. Zamarł w przedpokoju, potem cały dzień żartował sobie, że przez nieszczęśliwy wypadek najbardziej ucierpiała moja głowa, a nie noga. Żartowniś.

Nie tylko hiszpańskim żyje człowiek. Zrobiliśmy sobie z Arturem wieczór klasyków kina angielsko-amerykańskiego w oryginale. Były i melodramaty i kino akcji. Przecież granica musi przebiegać równo. Ciężko mi ocenić walory edukacyjne oglądania filmów w oryginale. Filmy, to nie tylko słowa, ale przede wszystkim obrazy, które często odbiera się intuicyjnie.

Wykorzystanie domowych metod nauki w domu z pewnością nie zaszkodzi nauce. Na pewno jednak rozrusza naszą językową wyobraźnię.

Artura natomiast nie przekonałam…

Anna.

Leave a Reply

Your email address will not be published.