Warsztaty kulinarne

Rozpoczęta niedawno rehabilitacja szybko przynosiła oczekiwane efekty. Czuję, jak krew szybciej mi krąży w żyłach i odzyskuję siły witalne, a dzięki intensywnym ćwiczeniom mam ich nawet więcej niż przed kontuzją. Znam jednak kogoś, kto ostatnio bardzo intensywnie swoją energię pożytkował m.in. na troskliwą opiekę nad żoną (która, jak się okazało, nie jest mistrzem sportów zimowych:/)

Długo zastanawiałam się, jak spłacić dług wdzięczności wobec Artura i wpadłam na super – tak mi się przynajmniej wydawało – pomysł! Jako że niewiele rzeczy relaksuje bardziej niż gotowanie przy dźwiękach muzyki klasycznej, postanowiłam zafundować mu prestiżowe warsztaty kulinarne, prowadzone przez znanego mistrza kuchni. I tu spotkała mnie niespodzianka ze strony mojego męża. Primo: umiarkowany entuzjazm i odebranie mojego prezentu bardziej w kategorii kary niż nagrody. Secundo: warunek – pójdzie na kurs, ale tylko ze mną w parze.

Na warsztaty poszliśmy więc razem, co dość dobitnie odczuł nasz rodzinny budżet. Zajęcia odbywały się w eleganckiej kamiennicy, tuż przy samym Rynku. Gdy dotarliśmy na miejsce, okazało się, że więcej kobiet miało pomysł na uczynienie swojego wybranka szefem kuchni:) Poza nami, zgłosiło się 5 par, a wśród nich Joanna i Rémi, którzy od razu przypadli nam do gustu. Poznali się 7 lat temu na wakacjach we Francji, on nie znał wówczas prawie wcale angielskiego, ani tym bardziej polskiego. Jakoś sobie jednak radzili, trochę półsłówkami, trochę na migi. W przeciągu miesięcy ich uczucie dojrzało na tyle, by zmotywować ją do podjęcia intensywnej nauki francuskiego, jego – angielskiego. I tak spotkali się w tej dwujęzycznej komunikacji mniej więcej w połowie drogi, dając przykład, że miłość nie zna żadnych granic, a Bordeaux leży tak naprawdę rzut beretem od Wrocławia:)

Serdeczny i szeroko uśmiechnięty Francuz, który w zabawny sposób z silnym francuskim akcentem wymądrzał się po angielsku, że o sztuce gotowania wie przecież wszystko, szybko przełamał sceptycyzm Artura związany z chodzeniem na warsztaty. Jak się okazało już na drugich zajęciach, gdy Rémi spalił doszczętnie fritatę ze szparagami, jego wiedza wcale nie była taka imponująca 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published.