kurs na Malcie

Kurs językowy na Malcie

Tak to już jest z tym pakowaniem, że zawsze stanowi najmniej przyjemną część każdej podróży. Odwieczny problem: co ze sobą zabrać i co przyda się najbardziej? Czy te czarne ukochane czółenka, czy może tamte brązowe, bardziej wygodne? Grubszą czy cieńszą kurtkę i którą torebkę?! Aż wreszcie nadchodzi moment prawdy – chwila, kiedy trzeba zapiąć pękającą w szwach walizkę. Na szczęście, niedługo po tych wszystkich najprawdziwszych dramatach podróżniczych:) wchodzi się do samolotu, siada wygodnie w fotelu i leci daleko w nieznane, w pełnej gotowości na podbój świata!

Tym razem wybieramy się z Arturem na 2-tygodniowy kurs językowy do słonecznej stolicy Malty – Valletty.

Zamiast corocznego wyjazdu do Toskanii, postawiliśmy na połączenie przyjemnego z pożytecznym, czyli odpoczynku z intensywną nauką języka. Przez tydzień codziennie będziemy chodzić na zajęcia językowe, ale jednocześnie znajdziemy również czas na okrywanie najciekawszych zakątków miasta. Z racji tego, że Artur jest na poziomie średnio-zaawansowanym, a ja odrobinkę wyższym:) organizatorzy przydzielili nas do różnych grup. W ciągu dnia będziemy się więc widzieć tylko w czasie lunchu, po zajęciach natomiast planujemy zwiedzić przepiękną Vallettę, a jeśli się uda, to i całą wyspę.

 

Valetta

Już upatrzyłam sobie także restaurację Guze Bistro, która – jak sądzę po przeczytaniu bardzo pochlebnych opisów na TripAdvisor – z pewnością przypadnie nam do gustu. Obowiązkowo musimy spróbować Fenek biz-Zalza, czyli typowej dla lokalnej kuchni potrawki z królika z dodatkiem ziół, cebuli i wina.  Kuchnia maltańska powinna przypaść nam do gustu, jest to kuchnia śródziemnomorska, a jednocześnie także pełna wpływów brytyjskich, widocznych w postaci np. szarlotki czy – uwielbianej przez mojego męża – smażonej ryby z frytkami.

Tydzień zapowiada się więc naprawdę znakomicie, oto co na to Artur:
– Kochanie, spakowałeś już swoją walizkę? Pamiętałeś wszystkim? Zabrałeś swój słownik?
– A co tu pakować?! Jedziemy tylko na tydzień. Portfel mam, dowód osobisty mam, laptop mam, gdzieś tu miałem też ubrania i nawet okulary przeciwsłoneczne… A słownik mi nie jest potrzebny, przecież mam Ciebie:)

Anna.

Leave a Reply

Your email address will not be published.