Semestr nauki w szkole językowej

Właśnie kończy się dla nas kolejny semestr nauki. Można by pomyśleć, że jak dzieci będziemy cieszyć się z wakacyjnej przerwy, a jednak oboje z Arturem mamy ochotę na więcej i więcej nauki języka 🙂

Kiedy wracam myślami do czasów mojej podstawówki, nie dowierzam temu, że chodzenie do „szkoły” i nauka tak bardzo mi się dziś podoba. Oczywiście wtedy były inne czasy, inna metodyka i podejście nauczycieli. Teraz zajęcia z Paolo w Centrum Językowym dla Dorosłych Atrius to dosłownie czysta przyjemność łączenia miłego z pożytecznym, pełna pięknej melodii włoskiego języka i intensywnego zapachu espresso w przerwach zajęć :). Jestem aktualnie na etapie, kiedy spokojnie, choć na średnio-zaawansowanym poziomie, mogę się już komunikować z Włochami. Ostatnio przypadkowo spotkany w delikatesach Rzymianin, któremu pomogłam znaleźć „burro”, czyli nasze masło, był tak zaskoczony moją odpowiedzią w jego ojczystym języku, że od razu zaprosił mnie na kolację :). Pomyślałam sobie: ach ci południowcy! i z szerokim uśmiechem, pokazując obrączkę odmówiłam.

Nasze ostatnie wyjazdy na południe Hiszpanii, natchnęły mnie do postawienia kolejnego kroku w stronę poliglotyzmu. Wydaje mi się, że znajomość włoskiego znacznie umożliwiłaby mi naukę innego języka romańskiego. Podczas wypraw do Andaluzji, nie raz udawało mi się dogadać z tubylcami, łącząc zdania po włosku z wyrazami z podręcznego słownika hiszpańskiego. Słownictwo hiszpańskie pochodzi przecież z potocznego języka łacińskiego, podobnie jak włoskie. Dialekt kataloński natomiast jest blisko spokrewniony językiem Francji Południowej, którego nota bene też mam ochotę w przyszłości się nauczyć. Nie sposób też nie wspomnieć o nowych przyjaźniach, które dzięki znajomości języków obcych, udało nam się zawrzeć.

Rémi, poznany na kursie kulinarnym, w ekspresowym tempie stał się jednym z najlepszych kumpli Artura! Przynajmniej 2 razy w miesiącu zdarza im się wyskoczyć razem na squasha, a jako że rozmawiają po angielsku, sprawia to mojemu mężowi podwójną frajdę. Dodatkowo Artur zaczął używać języka obcego również w pracy. Od pewnego czasu jego firma oferuje usługi również na rynki zachodnie, gdzie kontakt z klientami wymaga bardzo dobrej znajomości zarówno pisanego, jak i mówionego angielskiego.

Nieraz zdarzało się tak, że aby możliwie najlepiej wywiązać się ze służbowych zobowiązań, Artur przygotowywał sobie jakiś branżowy temat, który po zajęciach szczegółowo omawiał ze swoim lektorem. Ostatnio nieśmiało przebąkiwał coś o wzięciu dodatkowych lekcji indywidualnych, co uznałam za doskonały pomysł 🙂

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.