Hi, sorry for my bad English – o hiperpoprawności i kompleksach podczas mówienia w języku obcym

“Hi (sorry for my bad English)” na przestrzeni paru lat stało się memem w polskim oraz ogólnoświatowym Internecie. Zaczęło się to od zauważenia zachowania u obcokrajowców, mieszkających poza swoim krajem oraz osób, które muszą się skomunikować z anglojęzycznymi native speakerami. Później zaczęto o tym dyskutować w Internecie na forach takich jak reddit.com gdzie spotykają się ludzie z całego świata.  Tę postawę charakteryzuje rażąca wręcz skromność i brak wiary we własne możliwości językowe. Nie-native speakerzy przepraszają za błąd zanim w ogóle on wystąpi.

Mem mocno zakorzeniony w Polakach

Choć problem dotyczy wielu nacji, to czuję, jakby problem dotyczył Polaków szczególnie mocno. Wystarczy cofnąć się pamięcią do czasów szkolnych. Polskie szkolnictwo jest nastawione mocno na wytykanie błędów, a nie na chwalenie za choć częściowo dobrze wykonane zadania. Gdy otrzymujemy wiadomość zwrotną odnośnie sprawdzianu, to omawiane są jedynie pomyłki. Czerwony mazak krzyczy do nas z kartek o wszystkim, w czym jesteśmy słabi. Ciężko jest wtedy dostrzec, że mamy swoje mocne strony.

Z tego właśnie wychodzą nasze kompleksy. Całe życie obniżane są oceny za złą składnię, błędy językowe czy gramatyczne,  czy źle przeliterowane słowo. Nie jesteś hiper-poprawny – nie zdasz dobrze matury. Nie zdasz dobrze matury – nie jesteś dobry z angielskiego. Nie jesteś dobry z angielskiego – hi, sorry for my bad English.

Do tego wszystkiego dochodzi fakt, że podziwiamy Zachód. Często celem emigracji z Polski jest Wielka Brytania czy Stany Zjednoczone, gdzie chcemy zrobić dobre wrażenie. Jesteśmy jak młodszy brat, który za wszelką cenę chce pokazać, że zasługuje na poważne traktowanie starszego. To właśnie w zrównaniu się w umiejętnościach językowych upatrujemy recepty na szacunek – przynajmniej przy pierwszym poznaniu. Strzelamy sobie w stopę takim myśleniem, zamykając się na świat przez brak pewności siebie.

uczmy się tak, by móc to potem wykorzystać
uczmy się tak, by móc to potem wykorzystać

– I am sorry if I make any grammatical errors, for I am from Poland

– Lol its kay dude

Co na to wszystko native speakerzy? Czy oni też są poprawni, mówiąc tak, jakby królowa Elżbieta stała obok? Zdecydowanie nie. Każdy mówi i pisze, jak chce – myląc się w pisowni (nie tylko dla Polaków pisownia angielska stanowi wyzwanie) czy nie odróżniają „its” od „it’s”. Ignorowane są poprawne formy mowy zależnej czy następstwa czasu. Nacisk jest położony na komunikację i przekazanie wiadomości, a nie w jaki sposób ta wiadomość została przekazana. Oczywiście, znajdziemy w społeczeństwie większych i mniejszych purystów językowych, ale tendencja stoi bardziej po stronie upraszczania sobie życia, a nie utrudniania.

Co więcej, są pewne różnice kulturowe, które dla Polaków są czasem trudne do przyswojenia. Anglosaskie nacje są z reguły bardziej otwarte na inność, co za tym idzie – na niepoprawność. Stany Zjednoczone zawdzięczają istnienie swojego kraju połączeniu różnych nacji i żeby powstało takie mocarstwo, musiała istnieć komunikacja między pierwszymi osadnikami. Nigdy by się to nie udało, gdyby się do siebie nie odzywali w obawie o wyszydzenie. Podobnie jest z Wielką Brytanią, bo choć jej historia różni się od historii Stanów, to jednak w dzisiejszych czasach procent imigrantów jest bardzo duży.

komunikacja jest kluczem do sukcesu

Przestańmy tyle myśleć – próbujmy!

Wyobraźcie sobie Anglika, który podchodzi do was na ulicy i łamaną polszczyzną próbuje się dowiedzieć, którędy do Pałacu Kultury. Myślę, że naturalna reakcją dla wielu z nas jest uczucie oblania serca ciepłym miodem i pochwalenie Anglika za starania. Podoba nam się, gdy osoby z innych krajów zadają sobie trud nauczenia się chociaż podstaw polskiego. Pokazują w ten sposób, że mają szacunek do nas i naszego kraju, w którym są gośćmi. Nikomu raczej nie przychodzi na myśl, że jak ten Anglik śmie kaleczyć nasz język, niech się nauczy najpierw odmieniać przez siedem przypadków, a potem dopiero pyta o kierunek!

Tak samo będzie za granicą. Może bez miodu i serduszka, bo im obcokrajowcy bardziej spowszednieli, ale zdecydowanie nikt nie potępi starań! Wszystkie osoby, które spotkałam podczas swojego pobytu w Wielkiej Brytanii były pomocne i serdeczne. Chętnie zagadywały skąd jestem czy próbowały rozgryźć jaką narodowość reprezentuję wsłuchując się w mój akcent. Przeprowadziłam parę rozmów na temat angielskiego, próbując wyciągnąć z nich informacje na temat jakiś niuansów w języku. Zawsze stwierdzali, że jestem lepsza z ich języka niż oni sami. Oczywiście, nie byłam zawsze poprawna, myliłam się w czasach a mój akcent nigdy nie był blisko RP (received pronunciation – standardowy akcent języka angielskiego uczony w szkołach i używany np. w BBC) , ale podziwiali zapał i wiedzę jaką posiadam.

Nie bójcie się – po prostu mówcie i starajcie się chodzić na takie kursy, gdzie komunikacja jest numerem jeden. Gramatyka jest ważna, ale niech stanie się pomocą w poprawnej komunikacji, a nie celem samym w sobie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.