Dynie, duchy i demony

Jednym z plusów nauki języka obcego jest możliwość poznania i lepszego zrozumienia jakiejś innej kultury. Tak rzecz ma się również z angielskim. Najsłynniejsze anglosaskie zwyczaje i święta, jak Święto Dziękczynienia, Dzień Św. Patryka czy Halloween, do tej pory znałem głównie z filmów lub opowieści znajomych, mieszkających w Stanach i Wielkiej Brytanii.

Na zajęciach w Atriusie nasz lektor jednak wprowadza także elementy brytyjskiej i amerykańskiej kultury, co lepiej przybliża tamtejsze tradycje. Przedstawia ogólny kontekst i historię zwyczajów, czasem opowiada też jak celebracja świąt wygląda w jego rodzinnym domu (rodzinne anegdoty są przezabawne!)

Zawsze doceniam tego rodzaju zajęcia, ponieważ chronią nas przed rutyną i zarazem pozwalają lepiej poznać kulturę anglojęzycznych krajów i ich mieszkańców. Na przykład ostatnie zajęcia spędziliśmy, rozmawiając o Halloween i dowiedziałem się jaka jest historia Haloween. Okazało się, że historycznie rzecz biorąc jest to pogańskie święto celtyckie, podobne do naszych słowiańskich Zaduszek albo Dnia Kupały. W dawnych czasach na terenach dzisiejszej Walii, Irlandii i Szkocji w dniu 31 października odbywały się obrzędy, które miały zapewnić przychylność zmarłych. Rozpalano ogniska wokół których tańczono w maskach i przebraniach. Hałas i powiewające szaty miały odpędzić od domów nieprzyjazne duchy, a przygotowane i pozostawione w przedsionkach jedzenie – obłaskawić je. Przygotowywano też wizerunki demonów, wycinając w warzywach upiornie wykrzywione twarze, tak jak dziś robi się to z dynią. Z tym symbolem dzisiejszego Halloween, jak się dowiedziałem na zajęciach, wiąże się pewna legenda. Otóż niejaki Jack, irlandzki rozrabiaka, namówił diabła do wejścia na drzewo. Następnie odciął mu drogę powrotną na ziemię, wycinając na pniu znak krzyża. Mimo tych zasług, Jack po śmierci nie mógł trafić do nieba ze względu na ogólnie hulaszczy tryb życia ;). Diabeł docenił jego irlandzki temperament oraz wrodzony spryt i podarował mu latarnię, zrobioną z wydrążonej rzepy. Dzięki niej Jack mógł oświetlać sobie drogę podczas wiecznej wędrówki w zaświatach. Tak narodziła się „Jack-o-lantern”, lampion tradycyjnie stawiany przed domem w Halloween. To, że rzepę zastępuję dynia, to już wynalazek Amerykanów, którzy spopularyzowali ten sympatyczny zwyczaj na całym świecie. Annie spodobała się leganda o Jacku-awanturniku i oczywiście od razu zadeklarowała chęć przygotowania dyniowego lampionu na użytek własny :).

IMG_0905

Tak sobie myślę, że przenikanie się kultur i zwyczajów w dzisiejszym świecie ma swoje dobre strony. Tradycyjne polskie Zaduszki są świętem jednak dość melancholijnym, a Halloween ma raczej wesoły charakter. Coraz częściej z tej okazji organizuje się u nas imprezy tematyczne, a młodzież i dzieciaki mogą poszaleć z przebraniami, maskami i gadżetami w stylu wampirzych kłów. Jeśli w tym roku, ktoś zapuka do nas z pytaniem „trick or treat?”, na pewno będziemy z Anną przygotowani.

Artur.

One thought on “Dynie, duchy i demony

Leave a Reply

Your email address will not be published.