siena

Ciao Artur, come va?

Miałam plan – zrobić wreszcie porządek ze stertą gazet i starych magazynów, które piętrzą się w naszym salonie. Ale plan pozostał nadal w sferze planów, bo przeglądając jeden z nich natrafiłam na artykuł  o naszej ukochanej Toskanii, a w zasadzie mieście Siena.

Przypomniały mi się nasze wakacyjne eskapady i zaczęłam przeglądać setki zdjęć, niby je selekcjonować, z zamiarem wywołania najlepszych. W okamgnieniu przeniosłam się myślami na Piazza del Campo z Palazzo – główny rynek miasta. XIII-wieczne Campo, o niespotykanym kształcie muszli, wciąż jest dla mnie miejscem do którego chcę wracać.

 

ind

Co roku, w okolicy 2 lipca i 16 sierpnia, ma tu miejsce festyn, organizowany przez lokalną społeczność, którego kulminacyjnym punktem jest Palio – szalona gonitwa koni. Kilka lat temu, podczas jednej z naszych wycieczek, mieliśmy okazję obserwować to niezwykle emocjonujące wydarzenie, stojąc w tłumie tysięcy innych turystów z całego świata. Można powiedzieć, że Włochów, którzy biorącą udział w Palio, cechuje ułańska fantazja. Podczas gonitwy dopuszczalne jest wszystko, za wyjątkiem dotykania wodzy innego uczestnika. W jej długoletniej historii zdarzyły się już chyba wszystkie możliwe skandale: począwszy od łapówek, przez podawanie środków znieczulających koniom przeciwnika, a na napaści na dżokejów, w drodze na wyścig, kończąc!

siena

Do dziś niemal słyszę gwar na ulicy i włoską muzykę w każdej knajpce. Chciałabym bliżej poznać jednak tę kulturę – włączyć się w rozmowy na ulicach, podzielić się wrażeniami związanymi z jedzeniem specialità locale czyli tradycyjnego Crostini Neri, podanego na świeżo pieczonym chlebie. Już słyszę w myślach tę wyjątkową melodykę języka, dochodzącą z pobliskiej restauracji:

Mi porti del minestrone, per favore – z nienaganną manierą zwraca się klient do kelnera, zamawiając zupę minestrone.

È tutto? – pyta kelner.

– Sì, grazie. Mi porti anche il conto, per favore. Ho fretta – z nadmierną gestykulacją, tak typową dla południowców, gość prosi o rachunek.

Gdyby moje umiejętności językowe były większe, spytałabym jeszcze kelnera o winnicę, z której pochodzi białe wino Felciaio Toscana Vermentino, które bym zamówiła. Planuję popracować trochę nad moim włoskim, aby Siena otworzyła serca na oścież także przede mną – zgodnie z mottem tubylców…

Anna.

One thought on “Ciao Artur, come va?

Leave a Reply

Your email address will not be published.