Buen Provecho – kulinarne warsztaty!

Ostatnie kulinarne warsztaty były wyśmienite! W dodatku przyniosły wymierny efekt – w postaci wprowadzenia bardzo ciekawych dań do domowego menu – postanowiliśmy więc kontynuować z Anną naszą przygodę z kuchniami świata. Tym razem wybór padł na kuchnię hiszpańską, czyli tortille, tapas, patatas bravas i inne frykasy:) Południowe potrawy są dla nas szczególnie ciekawe, ponieważ łączą smaki typowo śródziemnomorskie, które mieliśmy okazję próbować np. w Andaluzji, z rustykalnymi i arabskimi.

Umówiliśmy się również z Joanną i Rémim, poznanymi podczas ostatniego kursu. Ku naszemu zadowoleniu warsztaty prowadził niezwykle utytułowany kucharz – Aurelio, Hiszpan z krwi i kości. Jak na obcokrajowca, mieszkającego od 10 lat w naszym kraju, po polsku mówił dość nieudolnie, co rusz myląc słowa i popełniając błędy w najprostszych zdaniach. Momentami, pomimo szczerych chęci, ciężko było go w ogóle zrozumieć, a co dopiero zastosować się do jego instrukcji. Uznałem więc, że wykorzystam ten czas na konwersację z Rémim, który był zdezorientowany tą całą sytuacją jeszcze bardziej niż ja… Podczas gdy Rémi tłumaczył mi, dlaczego wino z jego rodzinnego Bordeaux nie ma sobie równych, Aurelio wprowadzał nasze partnerki w kolorowy świat „Las tapas”.

kulinaria

Anna była zachwycona! Śmiała się z każdego przejęzyczenia kucharza, komentując, że to takie urocze, a oczy miała maślane jak kot ze Shreka! Jak zahipnotyzowana powtarzała po prowadzącym: aceitunas – oliwki, queso – ser, carne – mięso, mieszając po kolei ze sobą różne składniki. Z zazdrości zupełnie odechciało mi się tej całej zabawy w gotowanie…

Po powrocie do domu dowiedziałem się, że Anna ma zamiar wybrać się na zajęcia salsy, które współprowadzi nikt inny jak człowiek o wielu – jak się okazuje – talentach, Aurelio! Rozważa również podjęcie nauki języka hiszpańskiego, żebyśmy nie mieli żadnych problemów z komunikacją przy kolejnej wizycie w Andaluzji… Nie wiem, co w takiej sytuacji powiedziałby zazdrosny hiszpański mąż, ale od Rémiego dowiedziałem się, że po francusku brzmiałoby to w stylu: merde!

Artur.

Leave a Reply

Your email address will not be published.