Better be safe than sorry

Jak mówi stare angielskie przysłowie: „better be safe than sorry”, które znaczy dokładnie tyle co nasze „gdyby kózka nie skakała, to by nóżki nie złamała”. Chyba za bardzo poczułam się jak skoczek Thomas Morgenstern i szarża na austriackich stokach źle się dla mnie skończyła. Niefortunny upadek i prawa dolna kończyna złamana. Na 3 tygodnie moja noga trafiła w gips, a ja – ofiara białego szaleństwa – zostałam całkowicie uziemiona:(

W sumie to niezła lekcja życia. Nawet sobie sprawy nie zdawałam, jak niewiele rzeczy jestem w stanie zrobić organizując rzeczywistość wyłącznie w obrębie kanapy. Na szczęście nowe technologie wychodzą mi naprzeciw i mobilnie ogarniam bieżące sprawy zawodowe. Artur (póki co!) wykazuje się dużą cierpliwością. Mam więc czas na planowanie tego wszystkiego, co zrobię, gdy już wydobrzeję! W ogóle myślę sobie, że pomijając moją wieczną chęć działania i podejmowania wszelakich aktywności, takie chwilowe uziemienie pozwala człowiekowi odpocząć i złapać drugi oddech.

Na razie wyznaczyłam sobie szereg zadań na najbliższe dni. Przede wszystkim mam zamiar zrobić solidną powtórkę z włoskiego i sprawdzić zgromadzoną wiedzę. Na szczęście w Atriusie  nie ma problemu, aby zorganizować lekcje w domu. 2 razy w tygodniu przyjedzie do mnie lektor i przerobi materiał, który był omawiany na zajęciach w grupie. W oczekiwaniu na lekcje może posłucham sobie Lucianno Pavarottiego, bo jak wiadomo muzyka klasyczna rewelacyjnie wspomaga naukę języków obcych, rozwija zdolności percepcyjno – motoryczne i psychosomatyczne. Po treningu szarych komórek przyjdzie też czas na relaks, najlepiej przy kieliszku wytrawnego chianti. Słowem bellissimo!

Anna.

Leave a Reply

Your email address will not be published.