Ciężkie początki nauki języka

Podczas ostatnich targów budowlanych zaczepił mnie znajomy, zupełnie niespodziewanie pytając o mój angielski. Zdziwiłem się, bo raczej spodziewałbym się rozmowy o materiałach izolacyjnych czy nietypowym pokryciu dachowym. Jak się okazało, połączyło nas coś jeszcze poza budownictwem i zamiłowaniem do steków. Poza tym ten temat widocznie siedział Markowi na wątrobie, więc usiedliśmy na kawie, aby pogadać.

Mój znajomy powiedział mi, że jakiś czas temu postanowił poduczyć się niemieckiego. Prowadził sporo projektów budowlanych w Austrii i Niemczech, a na rozmowy z potencjalnymi inwestorami musiał zawsze zabierać z sobą kogoś, kto dobrze znał język, co było i kosztowne i w gruncie rzeczy dość kłopotliwe. Stwierdził więc, ze opanuje podstawy niemieckiego, by przynajmniej w tych mniej wiążących sytuacjach, być bardziej samodzielnym. Przez kilka tygodni solidnie przerabiał pierwsze rozdziały z podręcznika dla początkujących i uczył się prostych słówek, samemu organizując sobie naukę po pracy. Zapał szybko jednak wygasł, coraz mniej mu się chciało otworzyć książkę, a z kolejnych rozdziałów tak naprawdę niewiele już rozumiał. I tak chytry plan zrezygnowania z osób trzecich w kontaktach biznesowych spalił na panewce… Markowi było chyba trochę głupio, że tak szybko się poddał, poza tym zaskoczyła go moja determinacja w nauce angielskiego.

Pocieszyłem go jednak, że może przecież spróbować jeszcze raz, ucząc się w małej grupie, albo najpierw indywidualnie, jeśli ma jakieś opory.

kurs w Atriusie

Na przykładzie swoich znajomych, mogę stwierdzić, że wielu z nich próbowało nauczyć się nowego języka zupełnie od zera lub szlifować podstawy, wyniesione np. ze studiów. I faktycznie większość bardzo szybko rezygnowała. Najsilniejszym hamulcem jest tu strach przed porażką, bo osoba, która osiągnęła już w życiu pewną stabilizację, boi się zaczynać coś od początku. Stawianie siebie samego w roli „początkującego” wydaje się zagrażać naszej pozycji i poczuciu własnej wartości. Nie chcemy czuć się w niczym „słabi”, poza tym przypominają nam się szkolne doświadczenia, klasówki, nudni nauczyciele i odpytywanie na lekcji. Do tego dochodzą napięte terminy w pracy i fizyczne zmęczenie całym tygodniem.

W sumie rozumiem te wszystkie czynniki. Gdybym na własnej skórze nie sprawdził, jak w mądry sposób można uczyć się w dojrzałym wieku i nie miał tak mocno motywującej żony obok siebie, być może też bym zrezygnował na etapie kupna słownika :). Na szczęście, nauka angielskiego, w moim przypadku, jest jak dotąd przyjemna i przynosi efekty, więc wcale nie zamierzam się wycofywać. A na następną kawę umówiłem się z Markiem w Atriusie, w przerwie między zajęciami 🙂

Artur.

Leave a Reply

Your email address will not be published.